133. Sen Jade

Dodano 12 czerwca 2016, w Opowiadania, przez Kara

- Lia, ja znowu zabijam.- szepnęłam wycierając łzy lecące po policzkach.

- To nie twoja wina.- odezwała się białowłosa przytulając mnie mocno, przez co wybuchnęłam panicznym płaczem.

- Minusie, jak ja Cię nienawidzę.- powiedziałam do siebie.

- Myślę, że mąż mojej siostry szybko Cię stąd wydostanie.- szepnęła, lecz ja ją usłyszałam.

————————————————————————————

- Oddaj to lusterko.- zarządziła Jade wyciągając rękę w stronę Xaviera. On zaśmiał się z kpiną.

- Nie spełnię twojej prośby.- odpowiedział obojętnie, zaciskając rękę mocniej na uchwycie lusterka. Czarnowłosa uśmiechnęła się szyderczo.

- Wiesz wujku, jesteś taki słaby.- powiedziała po czym zaśmiała się uroczo. On nic nie odpowiedział patrząc w tył lusterka.

- Zaraz zobaczymy, droga Jade, kto NIE JEST słaby.- wstał, podszedł do dziewczyny i złapał za ręce przybijając do ściany.

- Zostaw mnie.- spanikowała

- Spotkamy się jeszcze w Lyoko.- powiedział przez zęby. Pchnął ją mocno na ścianę, podbiegł do stołu biorąc lusterko i zamienił się w szary dym wylatując z domu. Różowooka spojrzała na swoje czerwone nadgarstki przez mocny uścisk Xany.

- Jeszcze ją dopadne.- powiedziała głośno i wybiegła z domu swojego wujostwa.

————————————————————————————————————–

Weszła do swojego pokoju szybko szukając czegoś czym mogłaby zasłonić czerwone ślady. Szperając po szafkach i szufladach w końcu znalazła jakieś bransoletki, idealne zasłaniające niechciane miejsca. Zaraz potem drzwi otworzyły się szybko. Do pokoju weszła zdenerwowana Nelson.

- Gdzieś ty była?! Martwiliśmy się o ciebie!- krzyknęła blondynka siadając na łóżku, zasłaniając twarz rękami.- Myślałam, że ta wariatka coś ci zrobiła.

- Spokojnie, nie spotkałam jej.

- Nie wiem co się dzieje, ale nikomu teraz nie może stać się krzywda.- odezwała się blondynka, tępo patrząc w jeden punkt przed sobą.

- Obiecuję Ci, że nikomu nic nie grozi. Nie dopóki ja tu jestem.- po tych słowach czarnowłosa uśmiechnęła się niewidocznie.

——————————————————————————————————

Jeremie siedział w swoim pokoju przed komputerem co było dla niego normalką. Dawno nie było kontaktu z Lyoko. To dlatego, że Xana zablokował im dostęp do wirtualnego miejsca. Dlaczego? To wielka tajemnica, zresztą jak on sam. Jego rozmyślanie przerwało ciche pukanie do drzwi. Odwrócił się, a do jego pokoju weszła ciemna blondynka. Uśmiechnął się nieznacznie.

- Mogę wejść, prawda?- spytała Colfen, wiedząc, że pomiędzy nimi nie jest już jak kiedyś.

- Jasne, siadaj.- odpowiedział Einstein nie spuszczając wzroku z ukochanej dziewczyny. Ksenia usiadła na łóżku i opuściła głowę wpatrując się w podłogę. Pomiędzy nimi zapadła niezręczna cisza. Po chwili dziewczyna zebrała się na odwagę.

- Dlaczego nie jest tak dobrze jak było kiedyś?- spytała.- dlaczego nasza paczka się praktycznie od siebie oddala, zupełnie jak my?- po tych słowach niebieskooka spojrzała w oczy swojego chłopaka. Ten westchnął i wstał z krzesła obrotowego siadając na łóżku i łapiąc Ksenię za rękę.

- Spokojnie, czasami są chwile, które są przez nas niechciane, a co za tym idzie, jesteśmy smutni i zdołowani, ale z czasem to minie. Nie martw się o to.- ścisnął mocniej rękę swojej dziewczyny.

- A co jak nie minie? Jak będzie źle cały czas?- w niebieskich oczach Kseni pojawiły się łzy. Blondyn w okularach ujął jej twarz w ręce i bez słowa wpatrywał się w jej oczy, po czym namiętnie pocałował.

——————————————————————————————————————

- Jak się czujesz kochanie?- spytała białowłosa kobieta po mojej małej załamce.

- Wiesz przecież, że mogłoby być lepiej.- szepnęłam upijając łyk gorącego mleka z kubka

- Niedługo stąd wyjdziesz!- powiedziała z otuchą.

- Ale jest problem, że ja chcę wyjść, ale i też nie chcę.- spojrzałam na Lie, która teraz była zdziwiona.

- Ale jak to? Ja chyba czegoś nie rozumiem.- usiadła koło mnie wpatrując się w moje oczy. Westchnęła zrezygnowana.

- Już Ci to mówiłam nie raz.

- To powtórz jeszcze raz.- zachęciła niebieskooka

- Jak wyjdę, znowu będę zabijać z własnej woli, a co najgorsze, będę sama. Przez tę całą Jade.

- Kara, wiem co czujesz. Ja siedzę tutaj sama od kilkunastu lat!- uśmiechnęła się, a ja zarumieniłam. Dlaczego zawszę muszę się wyżalać wiedząc, że ktoś inny ma gorzej ode mnie?- Hej! Poprawię Ci humor! Wiedziałaś, że możesz wejść w czyjeś sny i nimi manipulować?- spytała z szyderczym uśmiechem. Spojrzałam na nią zdziwiona, ale jednak zorientowałam się o co jej chodzi . Uśmiechnęłam się tak jak ona.

- Powiedz jak to zrobić.- powiedziałam nabierając tego dobrego humoru

Sen Jade:

Za oknem panował mrok. Wszyscy mieszczanie byli w swoich domach. Czarnowłosa dziewczyna patrzyła przez okno ze swoim szyderczym uśmiechem. Miała na sobie strój z epoki Napoleońskiej, a co za tym idzie, że musiała śnić o roku 1800. Co chwile siadała i wstawała z krzesła o dużym oparciu. Pustą królewską komnatę przeszył przerażający, zimny śmiech dziewczyny. Napoleonka przeszła całą długość komnaty i wyszła z niej idąc w kierunku swojego pokoju. Kiedy otworzyła drzwi jej oczy oślepiło jasne światło świec. Weszła do środka i położyła się na łóżku po czym bez słowa zasnęła. Bardzo szybko zrobiło się jasno. Za oknem był coraz większy gwar. Jade wkurzyła się i przykryła uszy poduszką, próbując zatopić się w śnie jeszcze na chwilę, lecz na nic. Oburzona wstała i otworzyła okno na oścież. Zimne, ostre powietrze, podrażniało nozdrza dziewczyny, Już chciała krzyczeć, ale ktoś szybko wszedł do pokoju.

- Księżniczko, pora na ubieranie.- odezwała się jedna z dworzanek. Czarnowłosa odwróciła się do nich i spojrzała z kpiną.

- Ubierzcie mnie.- zarządziła. Kobiety bez żadnych zbędnych słów zaczęły przebierać Jade w kolejne to przedziwne sukienki. Kara prychnęła w myślach. Widziała wszystko bardzo wyraźnie i nie podobało jej się to, że tak podle traktuje innych, nawet w śnie.

- Pora na zniewolenia.- powiedziała druga kobieta. Edwards szeroko otworzyła oczy. Zniewolenie to przecież kara śmierci bądź pozbawienie wolności do końca życia, zależy od księżnej. Niestety znając Jade, to się dobrze nie skończy.

- Nie mogę się doczekać.- powiedziała Martin z ponurym uśmiechem.

- ”Muszę ją powstrzymać”-pomyślała i wybiegła zza posągu niezauważona opuszczając komnatę.

————————————————————————————————–

Xavier usiadł w mocarnym fotelu w fabryce, wpatrując się w niebieskie lustro. Nie wiedział jak wyciągnąć stamtąd dziewczynę nie niszcząc jej kodu DNA. Oparł głowę o oparcie i westchnął głośno. Nagle przypomniało mu się, że może przecież z nią porozmawiać.

- ”Kara, słyszysz mnie?”- spytał w myślach. Odpowiedziała mu cisza. Dopiero po chwili w jego falach mózgowych zabrzmiał pewien głos.

- Xavier. Tu Lia. Kara jest chwilowo nieosiągalna.- po tych słowach Xana zerwał się na równe nogi i wpatrywał w jakiś punkt przed sobą z otwartą buzią i oczami.

—————————————————————————————————–

Witajcie. Długo nie pisałam. Długo za długo. Wiem o tym, ale jednak mam kilka problemów, które muszę rozwiązać oraz małe braki w wenie XD Niedługo powinny rozdziały pojawiać się w miarę regularnie ;)

 

132. Wizyta u Xany

Dodano 20 kwietnia 2016, w Opowiadania, przez Kara

Perspektywa Manuela:
Siedziałem na ławcę w parku, rozkoszując się ciepłym wiosennym wiatrem. Zastanawiałem się co z Karą. Dlaczego tak długo jej nie widziałem? Czy jest bezpieczna? A może coś się jej stało? Oparłem się wygodnie na oparciu, przechyliłem głowę do tyłu i zamknąłem oczy. Kara, jak ja Cię kocham. Nie tak, jak ten parszywy gnojek, który już ma nową dziewczynę. Ja kocham Cię bezgranicznie mocno. Nienawidzę Cię DellaRobbia za to, że tak potraktowałeś najwspanialszą dziewczynę. Rozchyliłem powieki. Zobaczyłem ją. Stała ze złośliwym usmiechem z czarno-czerwonym, martwym wzrokiem.
- Kara? Co Ci się..?- nie mogłem nic z siebie wykrztusić. Ona sięgnęła do tylnej kieszeni spodni.
- To twój koniec, Manuel.- szepnęła cały czas szczerzac zęby. Przystawiła mi pistolet do czoła.

image

——————————————————–
Mieli chemie z Panią Hertz. Siedzieli w ławkach, pisząc test. Jeremie był niespokojny. Po chwili ktoś zapukał do drzwi. Do sali weszło dwóch policjantów.
- Pani Suzan Hertz?- spytał jeden młody ochroniarz przy kości. Kobieta przytaknęła.
- Jest pani wychowawczynią Manuela Cartera?- teraz odezwał się drugi, mizerny mężczyzna. Ponownie przytaknęła.- proszę iść za nami.
- Dzieci, jak skończycie odłóżcie testy na biurko.- powiedziała pośpiesznie, po czym wyszła. Wszyscy na siebie spojrzeli.
- O co chodzi?- spytała zdziwiona Sissi.
- Nie mam pojęcia. Coś musiało stać się Manuelowi i to poważnego.- odezwał się Nicolas. Jeremie był pogrążony w myślach. Był pewien, że to wszystko jego wina. Po chwili do sali z powrotem weszła nauczycielka z poważną miną i zaczęła się rozglądać.
- Teraz wszyscy spokojnie pójdziecie za panami.- odezwała się tępo. 2 tych samych mężczyzn weszło do klasy. Niespodziewanie drzwi zamknęły się za nimi. Bezskutecznie próbowali je otworzyć. Na parapecie okna pojawiła się Edwards z dwoma pistoletami w dłoniach.
- Dla was nie będę taka łaskawa jak dla niego. Was pozabijam.- zaśmiała się szyderczo.
———————————————————–
- Lia, myślisz, że Jeremie ma przy sobie lusterko? -spytała Edwards z nadzieją w głosie.
- Nie wiem, dlaczego pytasz? – Zapytała zaskoczona.
- Chciałabym się z nim skontaktować. Wiesz, chodzi o wydostanie. Xana i te rzeczy. – powiedziała brązowowłosa przewracając oczami.
- Spróbować można. – Odezwała się kładąc na stole miskę z owocami. Kara zamknęła oczy i skupiła się.
- „Oby miał lusterko” – pomyślała, po czym zaświeciła się białą poświatą.
——————————————————
Perspektywa Jeremiego:
„Jeremie idź do Xany z lusterkiem” – usłyszałem w mojej głowie. – „Wytłumacz mu wszystko co się stało, niech mnie stąd wyciągnie. ”
„Tylko jest jeden problem” – pomyślałem
„Jaki?” – wyczułem w tym pytaniu wahanie.
„Byłoby łatwiej jakbyś nie chciała nas zabić”. – nie usłyszałem już nic, oprócz strzałów wystrzelonych prosto w ochroniarzy. Legli na ziemię niczym kamienie i zeskoczyła z parapetu biegnąc w stronę parku. Dało się słyszeć paniczne krzyki, a pani Hertz zemdlała.
- Szybko! Do Xany! Zero pytań! – krzyknąłem i wybiegłem z klasy przeskakując martwe ciała. Nie czekając na wyjaśnienia, ruszyli za mną.
- O co mu chodzi? – zastanawiali się.
***
Jeremie pukał nerwowo do drzwi domu swoich wrogów. Po kilku sekundach drzwi otworzyły się, a w nich stanął wysoki blondyn. Adrian – piosenkarz Subdigitals.
- O co chodzi? – spytał zdezorientowany osiemnastolatek.
- Jest Xavier? -  Spytała Kasia, która chciała szybko dowiedzieć się o co chodzi.
- Jest zajęty. – odezwał się po chwili.
- Chodzi o Karę! – powiedział zniecierpliwiony blondyn w okularach.
- Wejdźcie, ja pojdę po ojca.- przepuścił ich w drzwiach, a sam poszedł na górę do sypialni Xaviera i Stefanii. Po chwili było słychać nerwowe kroki. Małżeństwo stało przed nimi. Zaczęli się rozglądać.
- Gdzie ona jest? – Spytał podejrzliwie mężczyzna, mrożąc ich swoimi czerwonymi oczami.
- Tu – powiedział Jerry podając mu lusterko. – Posklejałem je, ale nie wiem jak ją wydostać, a ciało Kary jest nadal na wolności i zabija niewinne osoby – tłumaczył na szybko
- Ale jak to możliwe, że ona tam jest? – spytał Xavier przecierając oczy dłonią.
- Tego nie wiem. Jak przyszedłem do pustelni już tak było.
- Dobra, wyciągnę ją stamtąd. Jak coś mam twój numer, Jeremie. Będę dzwonił jak mi się uda, raczej łatwiejszą drogą będzie powrót przez skaner. – mówił jakby do siebie. Paczka nie wiedziała o co chodzi. Spojrzał na nich wzrokiem typu „Opowiem wam później”.
- Dziękuję. Jak coś, można się z nią porozumieć dzięki temu lusterku. Nie wiem jak, ale już nie raz z nią rozmawiałem.
- Dobrze, że nas poinformowałeś. – powiedział obojętnie. – Lepiej będzie jak sobie pójdziecie. – pom ału opuścili dom Xany i ruszyli w stronę Kadic. Dopiero przy szkole zauważyli, że kogoś brakuje.
- A gdzie Jade? – spytała Mila rozglądając się dookoła.
- Wydaje się, że była za nami. – odezwał się Urlich.
- Możliwe, że poszła na spacer. – Odd wzruszył ramionami i wszedł do szkoły.
- Obyś miał rację, Odd – Szepnęła ślicznotka.
——————————————————–
Xavier siedział przy stole w jadalni wpatrując się w lusterko. Zastanawiał się nad wyciągnięciem Edwards, najszybciej jak to możliwe. Niestety coś przerwało jego rozmyślania. Cichy hałas z tyłu. Odwrócił się i zobaczył postać o czarnych włosach.
- Witaj wujku. -odezwała się. – Wkońcu sam na sam – zaśmiała się.
- Jade. – powiedział obojętnie mężczyzna.
————————————————————
Witam. Oto mamy kolejny, krotki rozdział. Nie mam pojęcia kiedy następny, ponieważ mam jeszcze jedną podstronę do zrobienia, ale myślę, że napisze jakieś na zapas :) Do Napisania ;)

 

131. Ciekawość Manuela

Dodano 4 kwietnia 2016, w Opowiadania, przez Kara

- Boje się.- powiedziała czarnowłosa, przytulając się do Odda.
- Ona nic nam nie zrobi, Jadie.- blondyn z fioletowym pasemkiem odwzajemnił uścisk.
- Jade.- odezwała się Kasia.- mam wrażenie, że ona uwzięła się na ciebie. Dlaczego?
- Pewnie z zazdrości.- wzruszyła ramionami. Jeremie zrobił się cały czerwony, słuchając tego, co mówi Martin. Z ledwością powstrzymał się, żeby coś powiedzieć.
- Pewnie dlatego, że miała inny powód.- warknął Belpois.
- O czym ty mówisz?-spytała zaskoczona Ksenia.
- Może lepiej wracajmy do szkoły. Pewnie już jej nie ma.- Jade spanikowała.
- Masz rację.- Jeremie uśmiechnął się złośliwie i wyszedł z pustelni jako pierwszy.
——————————————————
- Nie zbyt rozumiem.- powiedziała Edwards wpatrując się w okno, w którym było widać kilka przechadzających się potworów.
- To są ludzie brutalnie zamordowani, chcą się zemścić, za to, że zginęli w tak tragiczny sposób.- wyjaśniła białowłosa.
- Lia… Jak będą mnie uwalniać… Czy ty też…- nie dokończył, ponieważ kobieta jej przerwała.
- Nie, nie będę mogła wrócić tak szybko jak ty.- westchnęła.
- Nawet jak Xavier, Stefani i moi przyjaciele nam pomogą?- Lia wbiła swoje niebieskie oczy w Edwards. Była zaskoczona.- Czy oni w ogóle wiedzą gdzie jesteś?-spytała po chwili.
- Myślą, że Ja, to ta, która chodzi po ziemi.- opuściła wzrok.
- Stefani to twoja siostra, prawda?- spytała kładąc wychudzoną rękę na jak ramieniu. Beznamiętnie pokiwała głową na tak.
- Zresztą nieważne. To już przeszłość. Nie mam już siostry od 14 lat.- szepnęła, tępo patrząc się w punkt przed sobą.
- A jak cie uwolnią?- spytała z nadziają i smutkiem jednocześnie. Poniwnie wzruszyła ramionami.
- Wątpię.-odezwała się po chwili.- I tak jakbym wróciła, nie miałabym co ze sobą zrobić.
- Pomogłabym Ci.-zaproponowała z zapałem Edwards.
- To miłe z twojej strony, młoda.- powiedziała po czym pogłaskała ją po głowie. – Ale wątpię, że ci się uda kochanie. Teraz po prostu musimy czekać, aż cie stąd wydostaną, a potem zapomnijcie o mnie.. Wszyscy.- zakończyła i wstała bez żadnego słowa wchodząc po schodach, na górę, do swojego pokoju. Edwards siedziała na kanapie, patrząc na swoje bose stopy. Musi jej pomóc. Przecież nie został jej tutaj samej.
———————————————————-
- Ktoś wie gdzie jest Kara?- spytał brunet o zielonych oczach.
- Spadaj.- usłyszał w odpowiedzi od Kaśki.
- Nie mam zamiaru. Dawno jej nie widziałem, martwię się o nią.- nie dawał za wygraną Manuel.
- Z paniami się nie dyskutuje, Carter.- powiedział oschle Ulrich.
- Wy coś przede mną ukrtwacie.- powiedział podejrzliwie.
- Zostaw nas w spokoju.- powiedział William podchodząc do niego. Na szczęście Mila w samą porę go zatrzymała.
- Ja się jeszcze dowiem o co chodzi.- powiedział i wycofał się.
- Ten cały Manuel działa mi na nerwy.- powiedziała opryskliwie Jade.
- Nie tylko tobie.- powiedział Odd łapiąc czarnowłosą za rękę i wpatrując się w oddalającego chłopaka.- nie tylko tobie.- powtórzył.
———————————————————–
Hej, w końcu kolejny rozdział. Nie wiem co tutaj napisać. Może to, że mój blog zbliża się 40 tys wyswietlen. Za co bardzo dziękuję. Następny rozdział możliwe, że niedługo :3

 

130. Wina luster

Dodano 26 marca 2016, w Opowiadania, przez Kara

Szły wolnym krokiem w stronę miasta. Nie spieszyło im się zbytnio, gdyż Lia uspokoiła Edwards, że potwory o tej porze są nieosiągalne. Weszły na teren miasta. Szare budynki piętrzyły się niczym szczyty gór. Mijały ludzi pozbawionych wyrazu. Karę przeszedł dreszcz.

- To naprawdę są duchy?- spytała niepewna, czy powinna zadać to pytanie.

- Niestety tak. Oni są tutaj, ponieważ przed ich śmiercią nikt nie zakrył luster szmatką, a ja jestem z własnego wyboru.

- Ale jak potwory ich zabiją?

- To umrą na zawsze. Myślisz, że dlaczego tutaj nie ma luster?

- Żeby nie powtórzyła się podobna sytuacja.- powiedziała brunetka jakby do siebie. Nagle  spostrzegła sklep bez szyb – tylko drzwi. Kiedy zaczęła się rozglądać spostrzegła, że żaden z budynków nie ma okien. Spojrzała pytająco na Lie.

- Szyby u nas pełnią taką samą funkcję co lustra.- białowłosa podeszła do jednego ze stoisk  i wzięła kapelusz, który założyła i zaczęła iść dalej.

- Lia!- krzyknęła już zdezorientowana.

- o co chodzi? Nie robie przecież nic złego.- uśmiechnęła się, chociaż zdawała się wiedzieć o co chodzi.

- Ty kradniesz!- podbiegła do niej, żeby nie zostać w tyle.

- Tutaj wszystko nie ma cen. Czyli jest za darmo. Nie informowałam Cię o tym?- spytała udając zaskoczenie.

- Oj nie wygłupiaj się.- powiedziała zażenowana niebieskooka.

- chciałam zobaczyć twoją reakcję. Nie bocz się.- uśmiechnęła się kobieta o niebieskich oczach ze znakiem.

- Chodźmy już.- skwitowała i poszła w stronę sklepu z szyldem, na którym pisało „Marti”. Silver przewróciła oczami i ruszyła za nią.

——————————————————————————————————————

- Szybko! Uciekajcie wszyscy!- krzyknął Jeremie do swoich przyjaciół kiedy uwolnił Ksenie.

- Co się z nią stało?- spytała przerażona Nelson

- Teraz to nie ona, tylko jej ciało.- powiedział blondyn w okularach

- Ale jak to ciało?- spytała dziewczyna Jeremiego. On wyjaśnił im wszystko jednocześnie pomagając chłopakom trasować drogę przed Edwards.

- Ale jak… przecież bez duszy nie da się żyć.- słusznie zauważył William.

- Wirusy.- przypomniał Belpois.- Utrzymują jej mózg i serce przy życiu.

- Ale co jak wyjdzie z lusterka?- spytał Odd tarasując drzwi do pustelni, w której postanowili się schować.

- Wtedy będzie chciała zabić nas świadomie. Teraz wirusy kierują jej ciałem.- odezwał się i opuścił wzrok. Jade nie była zadowolona.

——————————————————————————————————

Wracały do domu. Przemieszczały opustoszałe już miasto. Za 15 minut potwory miały zacząć swoje polowanie. Niespokojnie, co krok, odwracały się za siebie.

- Kara, pamiętaj… Jeżeli gdzieś je spotkasz, zachowaj  spokój.- powiedziała szeptem białowłosa.

- Łatwo Ci mówić.- prychnęła niezadowolona.

- Wiem, że nie da się zachować spokoju, kiedy goni cię jakieś monstrum, ale uwierz mi, że…- nie dokończyła, ponieważ usłyszała dziki ryk. Złapała Edwards za rękę i ciągnęła w stronę domu. Stąpały ostrożnie po piaskowej ścieżce, próbując nie rzucić się w oczy potworą.

- Lia, ja chcę już stąd wyjść.- powiedziała ze łzami w oczach długowłosa. Po tych słowach stanęła przed nimi dziewczyna łudząco przypominająca Krwawą Mery. Kara pisnęła. Dziewczyna ze znakami w oczach szybko zasłoniła jej usta.

- Uspokój się.- warknęła.- I po prostu uciekaj.- dodała widząc, że zakrwawiona dziewczyna z włosami na twarzy zbliża się do nich. Biegły szybko, przeskakując przeszkody. Z oddali widziały już dom. Z impetem wpadły na drewniane, masywne drzwi, wpadając do środka.

- Lia! Skąd te potwory?!- spytała wystraszona Kara.

- To długa historia.- westchnęła zmęczona.

- Mam czas, posłucham.- upierała się Edwards.

- Skoro nalegasz…

————————————————————————-

Witam. Po długiej nieobecności wstawiam kolejny rozdział :’) Chciałabym tylko przypomnieć, że Lia ma 22 lata i można poczytać o niej więcej w rozdziale bodajże 120 :)

 

Opowiadanie specjalne

Dodano 8 marca 2016, w Opowiadania, przez Kara

Letni poranek. Około 14:30. Obudziły ją lekkie promienie słońca łaskocząc ją po małym, zadartym nosie. Kichnęła. Podniosła głowę z wygodnej poduszki i spojrzała na swoją śpiącą współlokatorkę. Uśmiechnęła się i podniosła się z łóżka kierując się do szafy po czyste ubrania. Kiedy otworzyła szafę wyleciał z niej dużych ilości szkielet z klasy biologicznej. Pisnęła głośno. Nelson zerwała się z łóżka patrząc na przyjaciółkę jak na wariatkę.

- Idioci!- warknęła a grupka rozbawionych chłopaków i dwie dziewczyny weszły do ich pokoju.- Skąd w ogóle go wzięliście. Sale są pozamykane ze względu na wakacje.- powiedziała podnosząc białego kostka. Mila pokazała jej wsuwkę do włosów, którą spięła sobie grzywkę. Edwards prychnęła i dała chłopakom kościotrupa, który bezwładnie wisiał w ich rękach.

- Wasze miny były bezcenne.- powiedział Odd i przytulił dziewczynę z włosami za kolana. Nelson podniosła się na równe nogi i spojrzała na nich. W krótkich, różowych spodenkach i bluzce na krótki rękawek w tym samym kolorze wyglądała przepięknie. Jej długie, naturalne, blond włosy opadały kaskadami na jej ramiona aż do pasa.

- Macie może jeszcze jakieś niespodzianki dla nas?- spytała Kara

- Może tak, może nie.- powiedział Ulrich i wywrócił oczami. Po chwili zaczął się śmiać.

- Już się boję.- szepnęła Kasia i przytuliła się do swojego chłopaka.

- Nie ma powodu.- powiedział blondyn w okularach. Wszyscy wybuchnęli śmiechem.

- Zanieście może tego gościa na miejsce, zanim ktoś się zorientuje, że go nie ma tak gdzie powinien być.-Edwards ponownie wybuchnęła śmiechem

- I tak nikt tam nie wchodzi, oprócz sprzątaczek.- prychnął William. Ksenia uderzyła go z pięści w ramie.

- Sprzątaczki też się zorientują, że go nie ma.- powiedziała Ksenia z niby oburzoną miną.- Są tam codziennie. Znają te miejsca na pamięć.

- Oj chodźmy go zanieść. Wy dziewczyny po prostu się ubierzcie i spotkamy się na stołówce.- powiedział Odd i puścił oczko do Edwards. Wyszli z pokoju.

- Ubierajmy się. Może nie będzie już dzisiaj takich niespodzianek.- powiedziała Nelson i ziewnęła.- Podłe gnidy mnie obudziły, czyli między innymi też ty. Powinnam dużo spać, żeby mieć ładną cerę.- prychnęła. Kara rzuciła w nią czarnymi, jeansowymi, krótkimi spodenkami i zaczęła się śmiać. Kasia rzuciła się na nią z pięściami i powaliła na ziemie. Obydwie wybuchnęły niepohamowanym śmiechem.

————————————————————————————

Południe minęło dość spokojnie. Chłopaki wyjechali na biwak zorganizowany przez szkołę, natomiast dziewczyny miały zostać. Oburzone postanowiły wymknąć się ze szkoły do pobliskiej kotłowni na krótkie opowiadanie strasznych historii. Kiedy autobus z chłopakami odjechał spod szkoły, postanowiły się przespać, żeby mieć siłę na wieczór. Po przebudzeniu się była już 22:08. Ucieszyły się, ponieważ dojście do najbliższej kotłowni zajęłoby im godzinę, a że jeszcze jest widno dojdą tam bez problemu. Ubrały się i wyszły na dwór. Ulice Francji były zatłoczone, ale czym bliżej kotłowni było, tym okolice stawały się puste. Kiedy dotarły, był już mrok. Weszły do środka, gdzie prawie od razu przywitała ich skrzypiąca podłoga. To miejsce wydawało się być przerażające. Włączyły latarkę. Doszły do samego środka opuszczonej kotłowni i usiadły w kółku.

- Kto pierwszy opowiada?- spytała Mila z przejęciem. Pewnie jako jedyna miała w zanadrzy najstraszniejszą historię.

- Nie wiem. Może ty Kasia?- zaproponowała Kasia. Blondynka uśmiechnęła się.

- Ta historia bedzie naprawdę przerażająca..- latarka powędrowała w jej stronę.- To historia oparta na faktach. Była sobie kiedyś pewna dziewczyna, blondynka. Mieszkała poza miastem w pobliskim lesie, w małym drewnianym domku. Do miasta miała 10 kilometrów! I nie uwierzycie, co się stało.- wszystkie dziewczyny spojrzały na nią z zaciekawieniem.- Nie zdążyła na przecenę jej ulubionej marki ciuchów!- przewróciły oczami.

- To miało być straszne!- powiedziała zniecierpliwiona Mila.

- To było straszne!- kłóciła się Kasia.

- Zaraz ci pokaże co będzie straszne.- powiedziała Mila.- To jest teraz prawdziwa STRASZNA historia, również oparta na faktach. Podobno z tym miejscem jest powiązana pewna legenda. Kilka lat temu, jeżeli nie kilkadziesiąt, kilkaset, żyło tutaj małżeństwo z piątką dzieci. Mieli tutaj swój własny sklep z zabawkami, prawdopodobnie nawiedzony. Kiedyś małżeństwo puściło dzieci przez kotłownie do domu, kiedy też wychodzili zobaczyli ich piątkę pociech, powieszonych, w tym samym miejscu gdzie my siedzimy.- dziewczyny pisnęły z przerażenia.

- Mila!- krzyknęła Kasia. Po chwili usłyszały skrzypienie podłogi. Spojrzały na siebie porozumiewawczo, chwyciły latarkę i zaczęły biec.

- Czekajcie! Tam przecież był ten odgłos.- zauważyła Ksenia. Teraz były już na maksa wystraszone.

- Boże, co myśmy zrobiły.- spanikowała Edwards wtulając się w Ryan.

- To na pewno tylko kot, czy… coś innego.- powiedziała brunetka, która uspakajała Karę, zarówno ją i siebie. Schowały się za starymi pudłami. Kroki zdawały się coraz bardziej słyszalne. – Nie dokończyłam..- powiedziała Mila.- podobno ich rodzice popełnili kilka dni samobójstwo. Też tutaj.- z trudem przełknęła ślinę. Po chwili jedno z pudełek się poruszyło, a za nim był… Pisnęły i zaczęły uciekać.

- Ale jak to kurwa możliwe?!- pisnęła Edwards, uciekając przed dwoma umarłymi.

- Czyżby minus? Albo XANA?- spytała wystraszona Ksenia. Były bardzo blisko wyjścia.

- Możliwe! Szybko jeszcze trochę!- ponaglała niebieskooka brunetka. Po sekundzie były już na dworze..

- Że co?! Kurwa, kurwa, kurwa.- panikowała Kasia.

————————————————————————————

Te rozdziały specjalne będą dzielić się na kilka części, każdy o innej tematyce. Ten zapowiada się… Dziwnie, ale następne będą dłuższe od tego, ale, żeby mieściły się w takich moich oczekiwaniach :D CDN!

OPOWIADANIE NIE NAWIĄZUJĄCE DO DALSZEJ FABUŁY.

 

129. Miała czarne oczy.

Dodano 27 grudnia 2015, w Opowiadania, przez Kara

Stała przed nim blondynka, niższa o kilka centymetrów. Z wyglądu przypominała Niemke. Patrzyła na Ulricha z wielkim uśmiechem. Rzuciła się w jego ramiona i przytuliła mocno.
- Dlaczego byłeś w tym pokoju?- spytała kiedy przestała przytulać bruneta.
- Wiesz… Mieszka tutaj dziewczyna Odda i..- przerwał, ponieważ drzwi pokoju Nelson i Martin rozwarły się szybko.
- Dziewczyna Odda, tak?- krzyknęła zdenerwowana ślicznotka. Kiedy zobaczyła kto stoi przed nią zamarła.
- No więc.. To jest Katherine, moja kuzynka.- powiedział Ulrich, robiąc skruszoną minę.

——————————————————————–

- Odd, o czym myślisz?- spytała czarnowłosa blondyna.
- Wiesz.. o wszystkim i o niczym.- szepnął chłopak.
- Właściwie to wiem.. myślisz o Edwards.- to raczej było stwierdzenie niż pytanie.
- Właściwie to zastanawiam się, dlaczego tak się stało, że taka jest.
- Przecież widać po niej, że to psychopatka.- szepnęła i uśmiechnęła się z kpiną.
- Nie wiedziałem, że taka jest. Gdybym wiedział to..- nie dokończył, ponieważ zatopił się w miłosnym pocałunku z Jade.

——————————————————————–

- Jeremie! Otwórz drzwi! Wiem, że tam jesteś! Nie złość się na mnie!- krzyczała ciemna blondynka po drugiej stronie drzwi.
- Nie ma mnie.- odkrzyknął okularnik bez skutku próbując skleić lustro.
- Nie wygłupiaj się! Wpuść mnie! To ważne!- teraz była wystraszona. Na te słowa bez zastanowienia wstał z krzesła jednocześnie chowając lusterko i szczątki do szuflady biurka. Ruszył w kierunku drzwi, żeby je otworzyć, dopóki nie usłyszał przeraźliwego pisku swojej dziewczyny. Teraz już biegł. Otworzył je. To co zobaczył sparaliżowało go. Stała tam trzymając nóż przy szyi Kseni. Miała czarne oczy.

————————————————————————

- Ciekawe czy uda mu się posklejać to lusterko. Nie chce zostać tutaj na zawsze.- szepnęła długowłosa wpatrując się w nienaturalne oczy Lii.
- Zawsze możemy się wymknąć i iść do miasta.- powiedziała wzruszając obojętnie ramionami.
- Do miasta? Ja to do miasta? Jest tutaj miasto? To dlaczego nie uciekamy stąd?!
- Tak jest miasto. Tak samo martwe jak ten las. Ludzie są bez wyrazu, jak roboty. Czasami się zastanawiam czy nimi nie są, ale nie. To coś gorszego. To uwięzione dusze. Te, które zostały wchłonięte, przez lustro po śmierci. Jak byśmy stąd uciekli to i tak by nic nie dało. Znaleźli by nas, a to niebezpieczne.- patrzyła na swoje niebiesko różowe skarpetki upijając łyk herbaty ze swojej filiżanki.
- Ale .. cóż chodźmy przynajmniej pooddychać świeżym powietrzem.- powiedziała zrezygnowana nastolatka.
- Nie powiedziała bym, że takim świeżym, ale chodźmy.- wstała i wyjrzała przez okno.- Mamy 5 godzin zanim potwory znowu zaczną łowy. Wtedy nawet nie darują mieszczanom.- wzdrygnęła się ze strachu.
- Skąd wiesz? Byłaś świadkiem czyjejś śmierci?- spytała zaciekawiona zakładając buty na nogi.
- Właściwie to tak. Jak będziemy chodzić po sklepach trzeba kupić Ci jakieś wygodne ubrania.- szepnęła, a łzy poleciały jej strumieniem po policzkach.

———————————————————————————

Cześć! Jest już nowy rok od..11 dni :D A ja dopiero teraz postanowiłam wstawić nowy rozdział. Na początku taki krótki. W następnym dużo będzie Mili, Lii złej i dobrej, Kary i Jerrego.  :) nie wiem kiedy następny, ale myślę, że niedługo powinien być, ponieważ pisze już na zapas :D

 

128. Sprzeczka

Dodano 25 grudnia 2015, w Opowiadania, przez Kara

- Zrób coś.. zrób coś idioto! – mówił zdenerwowany blondyn do siebie.- Kara!- próbował ją ocucić. Nic to nie dawało, więc zaczął tarzać ją po podłodze w stronę zakurzonej kanapy. Ledwo położył ją na niej, ponieważ brunetka była dla niego za ciężka. Usiadł ze zmęczenia na podłodze, a jego wzrok powędrował na nieduże,niebieskie lusterko z rączką. Podszedł do niego na czworaka i zaczął się mu przeglądać. Dotknął potłuczone kawałki leżące na podłodze i usłyszał bardzo dobrze znany mu głos w głowie.
———————————————
- I co teraz zrobimy?- histeryzowała niebieskooka.- Nigdy stąd nie wyjdziemy. Zabiją nas!- piszczała głośno, wydobywając ze swoich dużych i czerwonych już oczu, setki łez.
- Nic nie zrobią, jeżeli będziesz cicho. Teraz wyjde i zobaczę, czy jest bezpiecznie, a jak będzie, pójdziemy do domu, jasne?- spytała białowłosa kobieta. Edwards kiwnęła wystraszona głową. Po chwili zeschnięta, czarna trawa chrząszczyła im szybko pod stopami. Biegły tak szybko, a płuca piekły je żywym ogniem. Oczywiście nie obyło się bez nienaturalnego ryku.  Obydwie krzyknęły że strachu. Po kilku długich minutach biegania z oddali zobaczyły mały drewniany domek jednopiętrowy. Przyspieszyły, ale jak na nieszczęście brunetka potknęła się i rozcięła kolano. Tuż za nią były dwa takie same białe potwory, bez wyrazu na twarzy. One praktycznie w ogóle nie miały twarzy. Jeden z nich podniósł szponiastą łapę i zadrapał dziewczynę w  rękę, która krzyczała przeraźliwie. Młodsza z rodu Silver podeszła do najbliższego z nich i kopnęła go w twarz. Pomogła wstać wystraszonej dziewczynie i zaciągnęła ją do domu. Zatrzasnęły drzwi i usiadły opierając się o nie plecami.
- Mocno się zraniłaś, a ten potwór..- powiedziała wstając. Poszła długim korytarzem, a Edwards cały czas siedziała przy drzwiach panicznie szlochając. Po kilku minutach Silver wróciła do tego samego miejsca, gdzie zostawiła Polkę i ukucnęła przy niej z apteczką. Wzięła jej nogę i zaczęła kropić na nią wodę utlenioną. Nastolatka syknęła odchylając głowę lekko do tyłu i przymykając mocno powieki. Po chwili poczuła jakiś gładki materiał na tym  miejscu. Odetchnęła z ulgą, kiedy wszystkie zadrapania były już opatrzone. Białowłosa Polka pomogła wstać Karze i zaprowadziła ją w stronę salonu. Było to małe kwadratowe pomieszczenie w kolorze beżowo-żółtym. Po środku pokoju znajdowała się mała kanapa w kolorze brązu. Obok niej był fotel, w tym samym kolorze. Podłoga z białego drewna pokryta była małym brązowym dywanikiem z małymi włoskami. Wszystko było takie staranne i dopasowane, mimo, że to była druga strona lustra, gdzie nie ma zbyt dużego wyboru. Białowłosa ruchem ręki kazała usiąść trzynastolatce na kanapie, a sama zniknęła za framugą prowadzącą prawdopodobnie do kuchni. Kara podeszła do kanapy, ale zanim usiadła podeszła do małego okienka znajdującego się w pomieszczeniu i wyjrzała przez nie.
- Wszystko tutaj jest takie martwe.- powiedziała niebieskooka, tępo wpatrując się w jeden widoczny tylko dla siebie punkt.- Tak jak ja.- dodała po chwili. Kiedy znudziło jej się patrzenie na czarne drzewa powyginane w różne strony, usiadła na kanapie. Niedługo potem weszła Lia z dwoma szklankami wody i podpuchniętymi, czerwonymi oczami. Podała jedną szklankę Edwards i usiadła koło niej.- Płakałaś?- spytała zmartwiona dziewczyna patrząc na niej niemalże ciemne oczy ze znakami w środku.
- Tak, ale to nic.- przyznała kobieta.- Wiesz.. Zawsze myślałam, że dobrze robię, ale teraz niezmiernie tego żałuje. Siedzę tutaj już ponad 14 lat. Oczywiście nie czuć tego aż tak bardzo, ponieważ tutaj czas leci szybciej, na przykład teraz już minął trzeci dzień odkąd tutaj jesteś.- uśmiechnęła się blado.
- Ale mi się zdawało jakby to było tylko 40 minut.- zaśmiała się niebieskooka i upiła łyk ze szklanki. Po chwili poczuły jak ziemia delikatnie trzęsie się pod nimi.- Co się dzieje?- spanikowała mocno uczepiając się szyi kobiety, która starała się ją uspokoić.
- Spokojnie, ktoś podniósł lusterko. Czas musiał się teraz zatrzymać. Szybko trzeba się z nim jakoś skontaktować!- mówiła Lia.
- Ale jak skoro to lusterko jest potłuczone, i skąd wiesz, że to ON?- spytała zdziwiona Kara.
- To jakiś blondyn w okularach.- uzupełniła.- Pewnie twój przyjaciel. Szybko skontaktuj się z nim przez myśli!!
- Ale jak mam to zrobić?- wystraszyła się nie na żarty. Lia wytłumaczyła jej wszystko na szybko. Dziewczyna z włosami za kolana zamknęła oczy i zaczęła się skupiać.
Jeremie! Tu Kara. Zostałam uwięziona w lusterku. Jest potłuczone, więc nie uda mi się z niego wydostać. Zabierz je i spróbuj jakoś posklejać. A co do mojego ciała – szybko uciekaj i zatarasuj wyjścia, żeby nie mogło wyjść, ponieważ mogłoby się skończyć tak jak z Lią’

—————————————————————————

Tępo wpatrywał się w swój telefon komórkowy. Nie mógł uwierzyć w to co zobaczył. Nie wiedział czy się cieszyć czy nie.
Ulrich, przyjeżdżam z rodziną z Niemiec na kilka tygodni do Francji, myślę, że stęskniłeś się za mną. Katherine Wegan’

Przecież Kaśka się zdenerwuję, przecież podobno blondyna miała z nią doczynienie i to całkiem nie miłe=. Trzeba coś wymyśleć. Wpatrywał się w śpiącego psa na łóżku swojego przyjaciela. Po sekundzie drzwi pokoju rozwarły się szybko, a w nich stała Jade razem z Oddem, trzymali się za ręce. Odd widząc nędzne samopoczucie przyjaciela, podszedł do niego i usiadł koło niego na łóżku. Jade natomiast ukucnęła naprzeciwko niego.
- Kath przyjeżdża. TUTAJ. Na kilka tygodni.- powiedział markotnie, chociaż w głębi serca się cieszył, że zobaczy blondynkę, której nie widział ponad rok od kiedy przyjechał tutaj. – Najbardziej boje się reakcji Kasi. Gorzej będzie jak się dowie..
- Spokojnie stary. Na pewno Ci pomożemy to wyjaśnić. – uspakajał blondyn z fioletowym pasemkiem.
- No niby nie, ale..- po chwili do pokoju weszła ‚tleniona’ blondynka.
- Tutaj jesteście!- krzyknęła uradowana.- Myślałam, że was gdzieś wciągnęło.- zaśmiała się uroczo.- Ulrich, kochanie, chodź musimy iść do sklepu. Musisz mi powiedzieć w czym lepiej wyglądam!- złapała chłopaka za rękę jednocześnie ściągając z łóżka.
- Chyba lepiej wybrać coś, w czym się lepiej czujesz, a nie lepiej wyglądasz.- szepnął niezadowolony. Kasia słysząc ton jego głosu spojrzała na niego zdezorientowana.
- Ale o co Ci chodzi? Przecież nigdy nie miałeś nic przeciwko temu, żeby… Co się z tobą do cholery dzieje?- lekko uniosła się ślicznotka.
- Kasia, ja po prostu..- powiedział dotykając delikatnie jej policzka, ale szybko strząsnęła z siebie jego dłoń.
- Zostaw mnie.- warknęła i wyszła z pokoju.
- Idę za nią, muszę jej wszystko wyjaśnić.- powiedział otwierając drzwi pokoju.-Znaczy narazie nic nie wspomnę o Wedze*.-dodał szybko i pobiegł za Nelson.
- Więc.. co chciałeś mi pokazać?- spytała Martin uwieszając się na szyi Odda.
- Chciałaś, żebym Cię narysował, więc..- tutaj wyjął różowo-fioletową teczkę w białe kości i zaczął kartkować rysunki. Na niektórych z nich była uwieczniona pewna brunetka, ale czarnowłosa dziewczyna z zielonym pasemkiem, zdawała sobie nic z tego nie robić. Po chwili DellaRobbia wyjął 3 rysunki na których była Jade.
- Kocie, to jest piękne.- powiedziała patrząc się na rysunki jak urzeczona.
- Tati* wiesz, przecież, że dla Ciebie wszystko?- szepnął muskając jej usta.
- Wiem Odd.- i opuściła głowę, żeby nie zauważył jej złośliwego, triumfalnego uśmiechu.

—————————————————————————————————————

Biegł z lusterkiem do i kawałkami szkła do swojego pokoju w internacie. Bardzo chciał pomóc Edwards. Zatarasował najstaranniej jak potrafił drzwi, tak jak powiedział mu głos w głowie, chociaż zdawało mu się, że to nie powstrzyma bezdusznego ciała dziewczyny. Wbiegł do pokoju kładąc lusterko na biurku. Wyjął potrzebne rzeczy takie jak klej i lupę. Nie może nikomu o tym powiedzieć. A może jednak? Przecież bezwładne ciało dziewczyny będzie chciało ich zabić, a oni pomyślą, że to na pewno Edwards. Chłopak spojrzał na pęknięcia i odłamki szkła na biurku i zaczął dopasowywać je, co mu zupełnie nie wychodziło.

—————————————————————————————————————-

- Kasia! Nie obrażaj się na mnie za takie coś!- krzyczał za dziewczyną, która już zamknęła drzwi do swojego pokoju. Wbiegł do niego niczym rakieta wpadając na swoją dziewczynę, upadając przy tym na łóżko. Kiedy podniósł głowę zobaczył, że w pokoju panuję większy porządek niż wtedy kiedy Edwards tutaj była.
- Zostaw mnie. Ty po prostu się tak zachowujesz, bo coś przede mną ukrywasz.- jęczała dziewczyna, próbując zepchnąć z siebie swojego chłopaka.
- Nie.. Kasia proszę, ja..- tutaj się zawiesił.
- Zdradzasz mnie? Prawda? Powiedź po prostu prawdę!- teraz wrzeszczała na bruneta.
- Myślisz, że byłbym w stanie..?- powiedział z niedowierzeniem
- A jednak. – powiedziała z łapiącym się głosem.- Wyjdź.- powiedziała już ostrzej. Chłopak ze zwieszoną głową wyszedł z pokoju. Kiedy zamknął drzwi pokoju Nelson i Martin usłyszał tylko cichy płacz, a jago serce stanęło momentalnie w miejscu..

——————————————————————————————

Mamy kolejny rozdział. Nic specjalnego, ponieważ zawsze tak jest przed rozdziałem z akcją. No ale ten jest takim początkiem CHWILOWEGO Ulumi.

* W kilku pierwszych rozdziałach była a Aelitą, ale nie chce mi się tego zmieniać, więc tak naprawdę Yumi nic o nich nie wie.
* ‚Tati’ to przezwisko Jade od jej drugiego imienia (Jade Tatiana Martin)

@edit. Rezygnuje z Ulumi i zamiast tego będzie kuzynka Ulricha :D

* Wega to przezwisko kuzynki Ulricha(nazwisko)

 

127. W lusterku

Dodano 23 grudnia 2015, w Opowiadania, przez Kara

Leżała na łóżku nie mogąc przestać płakać. Przecież to już pewne, że znowu zacznie zabijać, a Xavier jeszcze to przyznał. Zatopiła głowę w obdartą poduszkę, a chwile potem, jej myśli zaczęły wariować. Zaczęła przypominać sobie tamten czas, przed powrotem do przyszłości. Wystraszona otworzyła oczy spoglądając na okno. Czarny kruk siedział na parapecie przyglądając się Edwards. Uśmiechnęła się przez łzy. Wstała i podeszła do okna, otwierając je na oścież. Ptak wleciał przez nie, lądując na stole. Szary dym wyleciał ze zwierzęcia, formując się w postać człowieka.
- Witaj Kara. Jak się czujesz?- spytał Xavier siadając na zakurzonej kanapie. Zrobiła to samo, a oczy ponownie zaczęły wydobywać z siebie setki łez.
- Zgadnij jak mogę się czuć.- powiedziała spokojnie.- Coś.. sądzę, że to już koniec. Nie mam siły!- mówiła, przerywając od czasu do czasu płacząc.
- Nie mów tak!- powiedział obojętnym głosem mężczyzna o czerwonych oczach.- pomogę Ci, ale masz się nie poddawać.
- Xana! Ja nie mam u nikogo wsparcia! Ta Jade ich… omiotała! Nie mam nikogo!
- Znam ją i wiem, że taka nie jest.- powiedział brązowowłosy, po czym westchnął.
- Ale jak to znasz?- zapytała czerwono-czarnooka dziewczyna robiąc nienaturalnie duże oczy.
- Jest moją siostrzenicą. Zarówno jak mojego brata.. On ją ‚przemycił’ na swoją stronę.- Oczy Edwards zmieniły swoją barwę na czarny.

——————————————————————————–

Wbiegła zdenerwowana do internatu. Jej oczy nadal utrzymywały kolor czarny. Weszła do pokoju Martin i Nelson. W środku znajdowała się tylko czarnowłosa, ze swoim chłopakiem – Oddem. Iż dziewczyna była teraz wzrostu Williama podeszła do zielonookiej i złapała ją za włosy przygważdżając do ściany. Po chwili Jade wyleciała z pokoju uderzając z całych sił o ścianę.
- Kara! Co ty robisz?!- krzyknął Włoch, łapiąc ją za rękę. Ona wyjęła nóż z kieszeni i przyłożyła go do szyi DellaRobbi
- Nie dotykaj mnie! Ona umrze!- krzyknęła Polka i ruszyła w stronę swojego wroga, których ma już pełno, ale ten wróg.. zabrał jej wszystko. Złapała ją za zieloną bluzkę i mocno uderzyła o ścianę, powodując krwotok z nosa dziewczyny.
- To twoja wina! Przez Ciebie jestem taka!- warczała na Rosjankę.
- Brawo.. Zapewne Xavier Ci powiedział. No, ale kiedyś musiałaś się dowiedzieć. Niestety, muszę też powiedzieć, że jeżeli powiesz im o tym, nie uwierzą Ci, więc się nawet się nie gorączkuj, żeby im to mówić.- zaśmiała się złośliwie. Oczy Polki zrobiły się znowu dwukolorowe, a chwilę potem biegła przez korytarz w stronę pokoju pewnego blondyna.

***

Cicho zapukała do drzwi pokoju numer 89 na piętrze chłopaków. Kiedy usłyszała zaproszenie nacisnęła klamkę i weszła do małego, o dziwo starannie uporządkowanego pomieszczenia, o kształcie prostokąta z oliwkowo-słonecznikowymi ścianami.
- Jeremie, możemy porozmawiać? Proszę.- powiedziała z łzami w oczach.
- Jasne, siadaj.- powiedział, zupełnie nie przejmując się stanem czarno-czerwono-okej dziewczyny, co bardzo jej pasowało. Dziewczyna wzrostu Dunbara usiadła na łóżku z kaszmirową poszewką i spojrzała na niego smutnym wzrokiem. Chłopak odwzajemnił spojrzenie.
- Wszyscy się ode mnie odwrócili. Przez Jade i przez to, kim się stałam.- powiedziała wybuchając płaczem.
- To moja wina! Przepraszam, chociaż wiem, że to nic nie da. Mimo wszystko dla mnie Jade nie jest ważna, tylko ty, więc nie masz co się martwić, masz mnie. Jestem po twojej stronie. Zresztą uratowałaś mnie, więc jestem Ci wdzięczny. -spojrzała na niego z wdzięcznością i nieśmiało przytuliła Belpoisa.
- Dziękuję, że mogę na tobie polegać. Lepiej już pójdę, bo jak mnie tu zobaczą to zarządzą egzekucji dla mnie, bo Jade tak zdecyduje.- ruszyła w stronę drzwi.
- Ej Kara!- zatrzymał ją blondyn w okularach. Spojrzała na niego z ciekawością. Chłopak wcisnął jej do rąk książkę z jej imieniem i nazwiskiem.- Tobie bardziej się przyda.- zdziwiona wyszła z pokoju zielonookiego mijając jej byłych przyjaciół. Spojrzeli na nią złowrogo.
- Jeżeli coś zrobiłaś Jeremiemu to Cię zabije.-warknęła Colfenka.
-’Jade pewnie coś im na opowiadała’- przeszło jej przez myśl. Spojrzała na nich z góry, nawet na Willa, ponieważ okazało się, że jest trochę większa od niego i odeszła kierując się do swojego domu, czyli Pustelni.
——————————————
- Kochanie! Widziałam jak Kara wychodziła z twojego pokoju.- zaczęła ciemną blondynka, wchodząc do pomieszczenia, gdzie znajdował się jej chłopak.- Nic Ci nie zrobiła?- spytała przytulając go delikatnie.
- Co wam się wszystkim stało?!- krzyknął zdenerwowany Jeremie.- To nie jej wina, że jest taką jaka jest!- odepchnął delikatnie Ksenie od siebie.- Nie rozumiem dlaczego nie rozumiecie, że jest taką przeze mnie i przez Jade?! Gdyby mnie nie ratowała byłaby normalna, a ona..- tu pokazał na Jade.- Nieważne. Zresztą byłem świadkiem tego co się stało. Mimo, że byłem w swoim pokoju oczami byłem tam! Widziałem to! Dlaczego traktujecie ją źle, kiedy akurat teraz potrzebuje pomocy?!- zakończył swój monolog patrząc na przyjaciół z dziwną ironią w oczach. Wiedział jakie to uczucie zostać odepchniętym od innych. Wszyscy patrzyli na niego z dużymi oczami.
- Ponieważ ona przed chwilą próbowała zabić Odda i Jade.- zaprzeczyła wszystkiemu Polka o blond włosach, które kolor przypominały tlenione, chociaż takie nie były.
- Kasia.. ona ma takie przebłyski… ona nie chce przecież tego robić.- mówił Jerry. Chciał chociaż trochę załagodzić sytuację.
- Nie Jeremie. To koniec. Ona nie ma już z nami nic wspólnego.- szepnęła Ksenia. Jeremie po usłyszeniu tych słów z ust swojej dziewczyny zamarł.
- Skoro nie macie z nią nic wspólnego, w takim razie ze mną tak samo!- krzyknął i wyszedł z pokoju.
——————————————
Leżała na łóżku starając się stłumić ciche łkanie poduszką. Po chwili niebieskie lusterko zaświeciło się jasno. Przyrzekłaby, że nie wydawało się jej to. Wzięła je szybko do ręki i zobaczyła postać białowłosej. Ruszała bezgłośnie ustami nie wydawając z siebie jakiegokolwiek odgłosu. Po chwili w jej głowie przeszły dwa słowa, które ją sparaliżowały ‚Pomóż mi’. Po chwili czuła jak jej dusza uwalnia sie od ciała i wlatuje do tego przeklętego lusterka, a jej ciało legło ciężko, niczym kamień.
***
Otworzyła oczy starając się powstrzymać okrzyk strachu.
- Gdzie ja jestem?- pytała siebie głośno wycierając mokre ślady łez z bladych policzków. Usłyszała szelest z zachniętych, martwych krzewów. Wzdrygnęła się. Nie wiedziała gdzie jest, co się z nią dzieje, a przede wszystkim, z czym ma się tutaj zmierzyć i co na nią czycha. Szybko zerwała się z poczerniałej trawy i zaczęła pośpiesznie uciekać od miejsca odgłosu. Z oddali usłyszała nienaturalne warknięcie, a potem szybkie kroki. Potok nowych łez zalała jej twarz. Martwe, zaschnięte, nienaturalnie wygięte drzewa bez liści, zdawały się zastawiać jej drogę. Niezdarnie omijała przeszkody, które nie pozwalały na szybką ucieczkę.
- Nie wierzę! Dlaczego zawsze ja?!- panikowała na głos skracając w lewą stronę. Po chwili poczuła jak na kogoś wpada i ląduje na ziemi, zupełnie jak ta druga osoba, lub cokolwiek to było. Odruchowo zasłoniła twarz rękoma i czekała na rozwój akcji.
- Jak dobrze, że jesteś! Chodź.- powiedziała białowłosa postać i zanim Edwards zareagowała, ta już trzymała ją za rękę i biegły przed siebie. Ta Lia była bardzo podobna do tamtej z krotkimi włosami, tylko, że było kilka różnic.
1. Ta Lia ma z 26 lat, a tamta 17
2. Ta ma długie włosy tamta zaś krótkie.
3. Ta potrzebuje pomocy natomiast tamta próbuje zabić Ryan.
I weź teraz ufaj tej osobie.
- Ej czekaj! Ja cię nie znam! Stój!- mówiła niebieskooka ledwo łapiąc oddech.
- Czekaj. Chyba nie chcesz, żeby cię zabiły te stwory.- ręką pokazała do tylu, a Edwards nie miała najmniejszej ochoty patrzeć w tamtą stronę. Po niespełna 5 minutach biegu, które trwały wieczność, Kara poczuła jak wpada do jakiegoś dołka, a zaraz za nią Silver. Kobieta o nienaturalnie białej cerze zakryła wejście kamieniem.
- Przeczekamy chwilke, a potem zaprowadze Cię do domu. Tam nam nic nie będzie grozić.-zapewniała niebieskooka z dziwnymi znakami w oczach. Edwards skuliła się.
- ‚Co tu się do cholery jasnej dzieje?’- krzyczała w myślach.- Mogę pozadawać tobie kilka pytań? – powiedziała już na głos, a białoskóra zgodziła się, przytaknięciem głowy.
- Co my tutaj robimy? I co to za miejsce?!
——————————————
Zdenerwowany szedł przez park, kierując się do starego domku przy rozwidnieniu dróg, które prowadzą do opuszczonej fabryki. Chciał porozmawiać z dziewczyną, a przede wszystkim, dowiedzieć się, jak się czuje. Kiedy stanął przy starych dębowych drzwiach zapukał cicho. Odpowiedziała mu cisza, więc spróbował ponownie. Znów cisza. Spróbował otworzyć drzwi. Rozstąpiły się przed nim bez problemu. Cicho ruszył w głąb domu z nadzieją, że brunetka śpi. Jednak nie spodziewał się, że zastanie ją na ziemi, z lusterkiem oddalonym o kilka dobrych centymetrów.
- Kara!- krzyknął klękając przy jej ciele.- Obudz się!
——————————————–
- To jest druga strona świata. Ta mrocznejsza i niebezpieczniejsza. Natomiast, co my tu robimy? Ja tutaj ukryłam cząstkę mojej duszy. Właśnie tej..-zaczęła machać ręką przed twarzą zdezorientowanej dziewczyny.- Nie chciałam, żeby zmienili mnie do końca.- powiedziała że łzami w oczach.- jaka ja wtedy byłam młoda i głupia.- teraz już się rozpłakała.
- Czy mogłabyś opowiedzieć?- spytała zamieszkania niebieskooka kiedy Lia się uspokoiła. Silver opowiedziała jej długą historię. Jak eksperymentowali na niej, co tam robiła w wolnym czasie. Brunetka słuchała jak zaczarowana. – Ale takto, co ja tutaj robie?- dodała kiedy opowieść dobiegła końca.
- Potrzebowałam pomocy, zresztą jak ty. Gdybym Cię nie ściągnęła twoja dusza by się zniszczyła w tym ciele.- mówiła cicho. Jak na swój wiek była zbyt nieśmiała i lekko dziecinna.
- Ale dlaczego ty masz takie oczy jak tamta Lia co jest na ziemi, a ja mam swój naturalny kolor?- spytała zaskoczona.
- Ponieważ to jest częścią ciebie. Tak jak od teraz częścią mnie są te oczy.- tu pokazała palcem na znaki i skrzywiła się niewidocznie.
- Ale co z moim ciałem?
- Pewnie to co z moim, chociaż ty będziesz mogła wyjść z lusterka bez problemu i zapanować nad nim. Ja niestety jestem tutaj już za długo. Nie mogę wyjść NORMALNIE z tego lusterka.- westchnęła głośno.
- A co by się stało, jakby ktoś potukł to lusterko?- spytała po chwili namysłu Edwards.
- Zostałybyśmy tu na zawsze skazane na te potwory. Dlaczego pytasz?
- Ponieważ wydaje mi się, że jak upadałam.. lusterko się lekko potłukło..
——————————————-
Mamy kolejną już część :P teraz postaram się być aktywniejsza, już jutro wigilia, nienawidzę :P no ale cóż. Do zobaczenia kochani, myślę, że rozdział się spodobał. :*

 

126. Pobyt u minusa.

Dodano 21 grudnia 2015, w Opowiadania, przez Kara

Siedziałem w jakimś pokoju z łóżkiem, stolikiem z krzesłami i lampką nocną. Ogólnie było dość przytulnie, gdyby nie fakt, że zostałem porwany przez minusa. Wyjrzałem przez zakratowane okno i zobaczyłem wkoło polanę, na której stróżkami płynęła mała rzeczka złączając się potem w wielkie jezioro. Widok był niewyobrażalny. Jednak nie mogłem o tym myśleć. Nie myślałem o pięknych widokach, ani co się stało. Moje myśli zaprzątała pewna blondynka o skazitelnie błękitnych oczach, oraz co ten facet chce ze mną zrobić.

- Witaj Jeremy.- przywitał się minus przynosząc tacę z jedzeniem.- Widzę, że spodobał ci się widok za oknem, prawda?- położył jedzenie na stole i oparł się o ścianę wpatrując we mnie. Starałem się nie omijać jego wzroku, jednak kiepsko mi to wychodziło.- Jesteś jedynie przynętą, na tą beznadziejną małolatę. Przyjdzie po Ciebie. To jest pewne. Kiedy tutaj przyjdzie uwolnię Cię, ale ona będzie w niebezpieczeństwie.- uśmiechnął się na te słowa, a ja wytrzeszczyłem oczy. – Ale nie masz się o co martwić. Ty jesteś jak najbardziej bezpieczny. Możesz wychodzić z tego pokoju kiedy chcesz, ale z domu już niestety nie. Jest otoczone polem energetycznym. kiedy będziesz chciał wyjść z domu – trach, porazi cię prąd.- klasnął w ręce. -Biblioteka jest po lewej stronie.. zresztą drzwi będą oznakowane. Książki, których nie będziesz mógł dotykać, również są zabezpieczone zaklęciem. Nie mam zamiaru być dla Ciebie nie miły.- uśmiechnął się ironicznie w moją stronę. Chcę tylko dorwać tą smarkulę.- warknął i wyszedł z pokoju trzaskając głośno drzwiami. Podszedłem do tacy z jedzeniem.

- Wow. – wymsknęło mi się, kiedy zobaczyłem na niej nie dość liche jedzenie. Kurczak w przyprawach w sosie serowo – śmietanowym, do tego kolorowe surówki i ryż z sosem grzybowym. Obok zestawu znajdowała się też sałatka owocowa, z truskawek, bananów, winogron oraz ananasa, a do picia miałem sok ze świeżo wyciśniętych pomarańczy z kropelkami cytryny. Byłem zszokowany. Minus rzeczywiście NA RAZIE nie chcę mi nic zrobić. Mu zależy tylko, żeby sprowadzić tu Karę. Chociaż potem.. może będzie chciał pozabijać nas wszystkich, kiedy skończy z brunetką. -’Jeremy, o czym ty myślisz?’- skarciłem się w myślach. Nigdy nie myślałem o śmierci Edwards, ale teraz to na pewno się stanie. Tak jak kiedyś, kiedy byliśmy zmuszeni do szukania przeklętych kamieni, ale udało się ją uratować, z czego dziewczyna zadowolona nie była. Zacząłem spożywać posiłek, a zaraz potem wyszedłem z pokoju rozglądając się po dosyć niszczonym domu. Ruszyłem tam gdzie wskazał mi minus – czyli do biblioteki. Skoro są tam książki, może znajdę jakąś ciekawą na zabicie tego czasu, który miałem spędzić tutaj. Nie chciałem tego. Chciałem wrócić do przyjaciół, ale nie miałem wyboru, musiałem tu zostać. Przynajmniej do wtedy, kiedy oni mnie znajdą. Wszedłem do w pół zniszczonej i zakurzonej biblioteki. Niektóre książki leżały na podłodze ze swoimi zagubionymi stronami dookoła. Chodziłem w koło biblioteczek szukając czegoś co mnie zaciekawi. Wziąłem kilka książek z fizyki kwantowej. Kiedy chciałem wziąć książkę o machinach i urządzeniach kopnął mnie prąd, przez co upuściłem zawartość trzymaną w rękach. Spojrzałem na nią zaciekawiony. Dlaczego minus nie pozwala mi jej dotknąć, czyżby czegoś się bał? Albo nie chciał wyjawnić jakiejś tajemnicy. Nienawidzię tego gościa, ale trzeba być miłym i nie wtrącać się w jego rzeczy, przynajmniej dopóki tu jestem, ale ja, jak to ja, oczywiście i tak będę węszył. On nic przede mną nie ukryje. Kiedy przeszedłem koło półki z napisem K-P od razu zrozumiałem, że coś jest nie tak. Spojrzałem na działał. Książki miały tytuły zaczynające się na literę ‚K’ albo ‚P’. Zdziwiła mnie jedna książka. Właściwie to książka podpisana imieniem i nazwiskiem mojej przyjaciółki. Chciałem ją wziąć, ale oczywiście nie mogłem. Wróciłem do pokoju. Muszę jakoś wydostać stamtąd tamtą książkę. muszę się dowiedzieć co to znaczy!

————————————————————————————

Kolejny dzień nastał szybko. Łóżko jest o dziwo bardzo wygodne, ale teraz nie myślałem o tym, tylko o tej przeklętej książce. Czyżby to były zapiski minusa, co do tego jak unicestwić Karę? A może ma wobec niej jakieś inne plany? Nie wiem, ale wiedziałem, że łatwo się nie dam. Wstałem. Leniwym gestem, wziąłem ubrania i zacząłem je na siebie zakładać. Na stole oczywiście była taca z jedzeniem. Kanapki z serem żółtym i szynką z ogórkiem i pomidorem, oraz herbata owocowa. Nie ruszając jedzenia poszedłem znowu do tej biblioteki. Niegdyś słabe światło lampki, zamieniło się na silne naturalne, słońca. Dzisiaj widziałem o wiele więcej. Na przykład szczegóły tej książki. Była ona w czarnej okładce ze złotymi wzorkami. Jej imię i nazwisko było napisane białymi literami. Podtytuł książki to ‚Anioł śmierci – Upadły anioł’. Co to może znaczyć? Musze pomyśleć jak obejść to pole energetyczne. Musze mieć tą książkę!!

Tydzień później:
Ostatecznie nic się nie stało przez ten tydzień. Przybyło tylko kilka białych, zapisanych kartek papieru z jakimiś obliczeniami i szyframi, żeby minus nie mógł się połapać. Niestety, jednak wiem, że moje myśli są błędne, ponieważ minus jest starszym facetem i jest mądrzejszy. Poszedłem ponownie do biblioteki i próbowałem zabrać tą książkę. Za każdym razem bez skutecznie. Po chwili usłyszałem jak ktoś wchodzi do pomieszczenia, w którym się znajduje. Schowałem się w szparze pomiędzy regałami.
- Reachel.. niedługo uda nam się ją zabić. Obiecuje, że zapłaci za to, co jej rodzice zrobili naszej… twojej rodzinie. Pole energetyczne, zniknij.- usłyszałem głos minusa. Teraz bałem się wyjść, ale to jedyna szansa na zabranie tej książki. Kiedy skręcił z ‚Reachel’ na przeciwny regał przechwyciłem ją. Jednak się udało. Szybko wybiegłem z biblioteki i biegłem do pokoju. Schowałem książkę pod poduszkę. Gorzej będzie jak zauważy brak książki. Przeczytam ją wieczorem.
————————————————–

Anioł śmierci – jego przeznaczeniem jest pokonać upadłego anioła, który z początku, też był aniołem śmierci. Upadłego anioła strzec będą anielscy strażnicy. Każdy z aniołów, ma swoją naturalną esencje, różnych kolorów’ - Co?! Przecież to nie możliwe? Gdzie tutaj jest jakaś wzmianka o Karze? Nie rozumiem ani słowa o tych całych aniołach. Zrezygnowany otworzyłem spis treści. 

0. Zapoznanie z książką.

1. Anioł śmierci oraz upadły anioł

2.Anielscy strażnicy.

3. Przepowiednia Kary Edwards

4. Teraźniejszość Kary Edwards

5. Przeszłość i przyszłość Kary Edwards.

W końcu jakaś wzmianka o niej. Chociaż nie byłem z tego jednak zadowolony. Mimo wszystko ciekawiło mnie, co to są te anioły. Trudna decyzja. Przeczytać o Karze teraz, czy jak skończę czytanie o Tych aniołach. Jednak książki nie czyta się od środka, więc postanowiłem jednak zacząć od początku. Na stronie 5-7 było zapoznanie z książką, szybko przeczytałem tylko te ważne fragmenty.

‚ Książka ta przeznaczona czternastoletniej dziewczynie, Karze Edwards.[...] jej życie nie jest i nigdy nie będzie normalne. Z każdym dniem odkrywa nowy sposób patrzenia na świat i radzenia sobie z problemami [...] z każdym dniem odkrywa coraz to nowsze i boleśniejsze tajemnice. [...] książka ta zmienia treść, jeżeli w życiu bohaterki nie pójdzie jak trzeba [...]‚

Ten początek był zdecydowanie nielogicznie ułożony. Przewróciłem kartkę, a na następnej stronie wielkimi literami pisało:

Rozdział 1: Anioł Śmierci i Upadły Anioł

‚Na początku wyjaśnijmy sobie pojęcia.- Anioł śmierci, inaczej osoba, która niesie śmierć przy każdej okazji. Natomiast – upadły Anioł, to ten, który przez krótką chwilę był Aniołem śmierci.- Znając pojęcia [...] Edwards jako anioł śmierci ma przywilej do zabijania wszystkich napotkanych na drodze, dopóki nie osiągnie swojego celu, między innymi, pozbycia się ludzi z całego świata. Niestety Anioły śmierci są DWA -Edwards i Silver- siostra żony, największego wroga Kary-zaraz po Efronie- Natomiast upadły Anioł [...] to oznacza, że dziewczyna przestanie zabijać, ale stanie się słabsza jako upadły Anioł -znaki poszczególne: złamane skrzydła- Anioł śmierci natomiast ma duże, rozłożyste, silne skrzydła-to przenośnia-

Zdezorientowany patrzyłem na rozdział, który zaczynał się na kartce 8, a kończył na 11. Ale jak to Kara będzie zabijać?! To przecież coś niemożliwego. Nie pozwolę na to, żeby coś takiego miało miejsce! Odechciało mi się czytać, ale ciekawość jednym słowem wygrywała. Przewróciłem na stronę 12 i zobaczyłem ile ten drugi rozdział ma stron. Rozdział kończył się na 19 stronie. Westchnąłem ciężko i spojrzałem na zegarek.

- Ostatni rozdział i idę spać.- powiedziałem do siebie nieudolnie próbując powstrzymać ziewnięcie.

Rozdział 2: Anielscy strażnicy.

‚Anielscy strażnicy muszą bronić swojego Anioła, każdy ze strażników ma kolorową esencje, co daje większe szanse na obronienie Anioła, jeden z strażników jest niezwykle potężny, to strażnik upadłego Anioła. Anioł Śmierci będzie próbował zabić strażnika, żeby zabrać jego esencje [...] gdy mu się to uda, bez problemu pokona upadłego anioła oraz resztę jego strażników [...] dopóki nie pojawi się ONA świat będzie pogrążony w całkowitej ciemności pod rządami Anioła śmierci.’

Kim jest ONA?! Kiedy usłyszałem kroki za drzwiami odruchowo schowałem książkę pod poduszkę i udawałem, że śpię, dopóki nie otworzyły się z tępym skrzypnięciem. Zacisnąłem mocniej powieki starając się wyglądać wiarygodnie. Czyżby dowiedział się, że wziąłem książkę i będzie chciał ją zabrać? Albo jeszcze gorzej. Zabić mnie? Słyszałem jak kuca przy moim łóżku. Przecież to pewne. Wie, że wziąłem tę piekielną książkę. Poczułem jak dotyka mojego czoła, a po sekundzie poczułem nieludzką niemoc. Moje myśli zaczęły wirować w mojej głowie. Po chwili usłyszałem przyciszone głosy.

- Edwards już tutaj idzie. Udało się jej pokonać wszystkie zadania. Jade podsunęła mi bardzo świetny pomysł na to jak uprzykrzyć naszej kochanej życie.- Efron zaśmiał się szyderczo. Jak to Jade?! Jaka Jade?! Czy oni znaleźli kogoś nowego do naszej paczki? Na odatek ta nowa dziewczyna trzyma z nim! Najgorsze jest to, że nie za bardzo wiem, co on mi zrobił, czuję się słabo. Kiedy usłyszałem jak wyszedł z pokoju, zapewne z ‚Reachel’, zasnąłem.

———————————————————————–

Otworzyłem oczy. Było już około 7 godziny. Minus, musiał nieźle namieszać w mojej głowie, że spałem tak krótko.

- ‚Książka’- przeszło mi przez myśl i odruchowo włożyłem rękę pod poduszkę. Była tam. Odetchnąłem z ulgą i ponownie opadłem głową o poduszkę tym razem z książką w ręku. Moje myśli chwilę zatrzymały się i zacząłem przypominać sobie rozmowę Minusa.. KARA TU JEDZIE!! Przecież ona nie może.. Ona umrze! Nie ważne co on jej zrobi, ale i tak, to będą tortury dla wszystkich. Spojrzałem na książkę obojętnym wzrokiem. Teraz kiedy mi się wszystko przypomniało nie chciałem się dołować jeszcze bardziej książką. Co tu się w ogóle dzieje?! Nie rozumiem już nic z tego całego życia! Niech to będzie sen. Obudzę się, nie będzie Lyoko, nie będzie minusa, Xany, ale będę miał przyjaciół przy sobie, a przede wszystkim Ksenie.. Chociaż nie, ponieważ ich poznałem dzięki temu miejscu, no oprócz dziewczyn. Bezsilnie podniosłem książkę i bez skupienia zacząłem czytać 3 rozdział.

Rozdział 3: Przepowiednia Kary Edwards

Każdy kto zna tą dziewczynę dobrze wie, że jej przepowiednia brzmi kilku znacznie ‚Urodziłam się by umrzeć‚,’Nauczyłam się żyć, żeby być szczęśliwym i darzyć ludzi szczęściem‚, [...]otóż, to tylko pozory. Jej prawdziwą przepowiednią, jest pokonanie złego Luisa Efrona, nie zabijając go.[...] Sprowadzając jego prawdziwe ‚ja’ z powrotem do niego. Edwards ma za zadanie, odnaleźć swoich rodziców, co nie będzie łatwe, ale wykonalne. Jej rodzice żyją. Musi również pozbyć się z życia wirusów, a przede wszystkim [...] Jade Martin, która ponownie przyczepiła się do jej życia [...]‚

Co Takiego? Czy to wszystko ma uprzykrzyć jej życie, naprawdę? Czy ona musi robić ro wszystko, żeby zacząć w miarę normalnie żyć? Nie rozumiem tego. Jeszcze zostały mi dwa rozdziały, a ja mam już obrzydzenie do tej całej książki. Przyjrzałem się 4 rozdziałowi. Jego czcionka wyróżniała się od innych.

Rozdział 4: Teraźniejszość Kary Edwards 

‚Jest zdezorientowana, za wszelką cenę chcę ratować Jeremiego Belpois, nawet za cenę siedzenia z Xavierem kilka godzin w jednym samochodzie. Jedzie teraz z nim na ulicę ‚Vie La Rose’, gdzie znajduję się ów chłopak. Niezależnie od wczesnej już godziny, dziewczyna jest blisko celu, chociaż nie wie, że spotka ją coś, przez co odwrócą się od niej, chociaż i tak to zrobili, na prawo Jade Martin – siostrzenicy Luisa Efrona. Za około godzinę, powinna znaleźć się punktualnie przed domem, chociaż będzie zła na Xaviera, że tak długo tam jechali, ponieważ mieli trafić tam około godziny 4. Minus da jej wirusy, przez które nie będzie mogła normalnie funkcjonować.’

Nie! Kara nie może tutaj jechać! Kara wiem, że mnie nie słyszysz, ale.. Nie możesz się dla mnie poświęcać idiotko! Ze łzami już w oczach otworzyłem kolejną stronę, czego już naprawdę z całego serca nie chciałem.

Rozdział 5: Przeszłość i przyszłość Kary Edwards.

PRZESZŁOŚĆ: Urodziła się w niewielkiej rodzinie, w wieku 3 lat została porzucona i była w różnych rodzinach zastępczych, z których uciekała, dopóki mama Katarzyny Nelson -Małgorzata Nelson- zgodziła się ją przyjąć, do swojego domu. Wychowywała się od 11 roku życia pod opieką Nelsonów. Małgorzata i Grzegorz Nelson, byli przyjaciółmi rodziców Edwards, dlatego bez oporów zgodzili się na przygarnięcie sierotki. W 5 klasie podstawówki zaczęła się buntować, oraz sprzeciwiać prośbą swoich opiekunów, przez co byli zmartwieni, wydawało się, że wiedzą co się z nią dzieje. Natomiast 4 przyjaciółki przez 11 lat zżyły się ze sobą na prawdę bardzo. Do czasu, aż nie zaczęła się buntować, razem z nią Milena Ryan. Do czasu, aż w połowie 1 klasy gimnazjum nie wyjechały do Francji, gdzie poznały wspaniałych przyjaciół i z powrotem wróciły do ‚normalności’. Ten czas trwał aż do tego momentu dopóki Efron nie atakował dziewczyn. Zazwyczaj od 4 roku życia do 12, był ‚delikatny’ aż do tego momentu…[...] PRZYSZŁOŚĆ:Zarażona wirusami ponownie będzie próbować zabijać, nawet tych najbliższych, jednak Efron zapomniał konsekfencji swojego czynu. Karolina Edwards będzie próbować pozbawić życia najbliższych zarówno jak samego Efrona. Jednak uda się usunąć te wirusy, jednak nie wiadomo czy ze skutecznością czy bez. Jeżeli z, dziewczyna przeżyje, jeżeli zaś to drugie czeka ją śmierć’

Spojrzałem na zegarek chowając książkę do kieszeni bluzy. Minuta po 8. Zaraz co?! Po 8?! Kara przecież zaraz przyjdzie! Po chwili usłyszałem pisk. Dziewczęcy pisk. Pisk Kary.
- Pokaż mi go! Chcę Go zobaczyć!- usłyszałem ten sam głos, tylko z nutką strachu.
- Wprowadzić chłopaka!- po chwili dwóch zamaskowanych gości wniosła mnie do pokoju, w którym znajdowała się Kara.
- Jeremy!- krzyknęła z lekki uśmiechem na ustach kiedy mnie zauważyła. Podbiegła do mnie i przytuliła. Mocno. Oczywiście odwzajemniłem uścisk.
- Teraz wyślę go spokojnie do internatu, a ty i mój brat tutaj zostaniecie.- powiedział zimn ym głosem Efron uśmiechając się z kpiną.
- Skąd wiesz, że..- nie dokończyła, ponieważ chwilę potem dwóch tych samych mężczyzn co trzymało mnie, teraz wprowadzili Xaviera. Długo włosa oniemiała. Zupełnie jak ja.
- Pożegnaj się z przyjacielem.- uśmiechnął się złowieszczo. Po chwili wycelował we mnie czarny dym i zacząłem znikać.

———————————————————————–

Po prawie 2 miesięcznej przerwie, wracam do pisania! wiem, że długo nie było opowiadań, ale brak weny + małe problemy, ale nadrobię to jakoś, ponieważ niedługo są Święta, więc będzie kilka dni wolnego, więc będzie większa możliwość

 

125. Morderczyni powraca

Dodano 19 października 2015, w Opowiadania, przez Kara

- Zostawcie mnie!- krzyczała zakrywając oczy dłonią. Edwards zaczęła panicznie płakać. Po chwili do pokoju wbiegli Odd i Jade.
- Co się stało?- spytał blondyn w fioletowo – różowym ubraniu podchodząc do Kary.
- Nic.- powiedziała brunetka nieco spokojniej cały czas zasłaniając twarz. Odd podszedł zdejmując je z jej twarzy, ale zamknęła oczy. Jade uśmiechnęła się z kpiną. Wiedziała co się stało.
- ‚Pora zacząć’- przeszło czarnowłosej przez myśl.- Mam wam coś do powiedzenia.- odezwała się cicho. Kara odruchowo otworzyła oczy. Tak jak myślała różowooka – były czerwono – czarne. Na ten widok wszyscy zbledli, oprócz Jade. Zaraz potem każdy spojrzał na Martin, która wyjęła 3 wycinki z gazety. Kiedy to przeczytali spojrzeli przestraszeni na długowłosą dziewczynę ze strachem. Dziewczyna o dwóch kolorach oczu przyglądała się tępo zwitką papieru.
- I wy jej wierzycie?!- spytała z wyrzutem w głosie. Nie odezwali się.- No ja nie mogę! Ja nikogo nie zabiłam! Zresztą ta data jest.. to wszystko.. na to wygląda.- plątała się dziewczyna.- Ta data jest nieprawidłowa, przecież tu wyraźnie pisze 27 kwietnia, a jest 24!!- prawie krzyknęła.
- Mam jeszcze nagranie.- wtrąciła się szybko Jade.- Z wiadomości.- dodała szybko, kiedy się na nią spojrzeli.- I tak to prawda, że to jest z 27 kwietnia, ale to pewnie dlatego, że XANA usunął Ci pamięć i nie pamiętasz tego dnia.- powiedziała zanim zdążyła się ugryźć w język.
- Skąd o tym wiesz?- spytała podejrzliwie Kaśka.
- Nie ma sensu kłamać. Xana mi o tym powiedział i kazał nikomu nie mówić, ale pomyślałam, że powinniście wiedzieć.- szepnęła. Oczywiście kłamała.
- Pokażesz to nagranie?- spytał Jeremy, który przytulał mocno swoją dziewczynę, nie odstępując jej nawet o krok.
- Pewnie, tylko skocze po laptopa.- odezwała się i wyszła.

Perspektywa Kary:

Patrzyłam się na nich tępo tymi potwornymi oczami, czułam okropny ból w środku. Jakby dwa wirusy ze sobą walczyły. Okropne uczucie. Mam wrażenie, że kiedyś to przeżyłam. A co jeśli Jade nie kłamała?! A co jeśli, ja rzeczywiście zabiłam tych ludzi?! Oni patrzyli na mnie bez emocji. Niektórzy nawet z nutką nienawiści. Mowa tutaj o Williamie. Szybko wyjęłam komórkę i wpisałam nazwiska ochroniarzy z centrum, oraz niektórych wypisanych ludzi na urywku gazety. Moje oczy zrobiły się duże i zaszkliły się. Kiedy przeczytałam w internecie nagłówek.

‚Seria niewyjaśnionych zginięć ochroniarzy najsłynniejszego, francuskiego centrum handlowego, oraz innych przypadkowych osób. Nikt nie wie gdzie są, ani co się z nimi stało. Jeśli ktoś ich widział, proszę o szybki kontakt.’

Pod spodem były portrety pamięciowe, a pod każdym z nim krótki opis postaci wraz z ich imieniem i nazwiskiem.
- Zabiłam ich..- powiedziałam przez łzy. Przyjaciele na mnie spojrzeli. Co teraz zrobić?

Perspektywa Jade:

Nie mogłam powstrzymać się od skakania w górę. Byłam szczęśliwa. W końcu się uda, w końcu się jej pozbędę, a wujek będzie ze mnie dumny! Teraz wiem, że współpraca z nim jest owocna, mimo wszystkich niepotrzebnych problemów. Weszłam do pokoju biorąc mojego białego laptopa z zielonym motylem i pobiegłam z powrotem do gabinetu pielęgniarki. Kiedy wbiegłam zobaczyłam płaczącą Edwards.
- ‚ Jakie smutne ‚ – pomyślałam i włączyłam filmik na urządzeniu.

Bez perspektywy:

Dziewczyna o nietypowo dziwnym kolorze oczu – mianowicie czarno – czerwonych, terroryzuje Francję. Stoimy właśnie przed jednym z centów handlowych, gdzie właśnie znajduję się prawdopodobnie czternastoletnia dziewczyna. Policja i inne straże boją się zareagować, kiedy osobniczka znajduję się w środku zaludnionego budynku.’ - Właśnie w tym momencie było słychać kilka strzałów oraz piski uciekających ludzi z budynku. ‚Dziewczyna przypuściła atak, policja musi improwizować inaczej rozniesie całe miasto’ -dziennikarka panikowała, mówiąc najnowsze wiadomości z Francji spod centrum handlowego. ‚Policja weszła do środka.. ale zaraz! Morderczyni ucieka tylnym wejściem! Wszyscy zabarykadujcie się w domach i nie wychodźcie z nich, dla waszego bezpieczeństwa!’- piszczała wystraszona brązowowłosa kobieta. Zaraz potem usłyszeli strzał z pistoletu, a zaraz potem kobieta padła niczym głaz na piaszczystą ziemie. Nagranie wiadomości z daty, której jeszcze nie było, było dla przyjaciół szokiem, ponieważ rozpoznali tą ‚Morderczynie’, nawet jak była daleko.

- Co to było?!- spytała wystraszona ciemna blondynka.- Kara?!- Ksenia spojrzała na swoją przyjaciółkę. Długowłosa łkała nie mogąc odezwać się ani słowem. Duże przeźroczyste łzy spływały jej po bladych policzkach, rysując sobie różne trasy, spadając zawsze w to samo miejsce. Na ręce dziewczyny, która czuła do siebie wstręt. Mimo, że jeszcze tego nie zrobiła.. wiedziała, że to co prawdopodobnie mówi Martin jest prawdą.

- Chodźmy do Xany! On musi nam to wyjaśnić.. Mi to wyjaśnić!- krzyknęła cały czas płacząc. Spojrzeli na nią, ale bez słowa, kiwnięciem głowy, zgodzili się. Wyszli z gabinetu Dorotie i ruszyli przez miasto w stronę domu małżeństwa.

—————————————————————————–

- To oni mają normalny dom?- zdziwiła się Mila, stając przed domem z czerwonych cegieł i z czarnym dachem. Edwards przytaknęła i otworzyła bramę ruszając do drzwi wejściowych. Zaczęła pukać do drzwi, a za nimi odezwał się donośny głos dużego już Tenebrisa. Przez kilka sekund nic się nie działo, ale zaraz potem drzwi otworzyła Stefani. Było widać, że była zaskoczona tym spotkaniem.
- Co tutaj robicie?- spytała kobieta wpuszczając ich do środka.
- Jest Xavier?- spytała dziewczyna o brzydkich oczach, olewając Styfozoe.
- No jest w piwnicy, ale co się stało?- spytała.
- Możesz go zawołać?- spytała już zirytowana. Jej oczy zaświeciły się przez ułamek sekundy na czarno. Kobieta o brązowych włosach bez słowa wycofała się do salonu. Piwnica w salonie? Po chwili na przedpokój razem ze Stefani przyszedł też Xavier.
- Co się stało?- spytał widząc liczną grupkę dzieci.
- Powiedź mi coś ważnego. Czy ja kogoś zabijałam!?-krzyknęła prosto z mostu patrząc na twarz mężczyzny, szukając jakichkolwiek emocji. Teraz się od nich roiło na jego twarzy.
- Nie wiem skąd taki pomysł.- powiedział omijająco.
- Moje oczy..- powiedziała już lekko spokojniej.- Moje oczy, wycinki z gazety, nagrania.. Wszystko na to wychodzi, że od 27 kwietnia.. zabijałam ludzi..
- Kara, ale skąd to wiesz?- spytał wystraszony, patrząc znacząco na swoją żonę.
- Od Jade. Ona pokazała nam zdjęcia i nagranie.- wtrącił się William
- Masz je przy sobie?- spytał czerwonooki patrząc gniewnie na dziewczynę.- muszę to zobaczyć.
- Oczywiście, że mam.- podała mu i zaczęli oglądać.

———————————————————————–

- Czyli, że ty.. powtórz od nowa.- powiedziała Mila nie rozumiejąc słów mężczyzny.
- Włączyłem powrót do przyszłości, żeby Kara nie musiała się tym męczyć. Ten pies jest twój. Kupiłem Ci go, właśnie wtedy, kiedy nie mogłaś nad sobą panować, Kara. Ten pies Ci pomagał, a ty wymyśliłaś dla niego imię. Wtedy też mój brat wysłał Cię do Rosji na wojnę, przez to nie było cię kilka miesięcy w domu, byłaś daleko od przyjaciół, ale wracając do mordowania. To nie twoja wina tylko tych wirusów. Nie obwiniaj siebie za to.- zakończył i spojrzał na Edwards, która płakała głośnio
- Ale proszę Cię, wytłumacz mi.. dlaczego?- powiedziała szlochając. Westchnął cicho. Stefani przyniosła napoje i chusteczki.
- Skoro i tak musisz przejść to od nowa.- wzruszył ramionami.- Przez te wirusy czułaś się źle. Wszczepiliśmy ci je nieświadomie. Chociaż tym razem minus zrobił to świadomie zapominając o konsekwencjach..- nie dokończył ponieważ ktoś mu przerwał.
- Jakie to są konsekwencje?- Ulrich spojrzał na mężczyznę już o niebieskich oczach.
- Nasza siła słabnie, żeby zasilić Karę, jeżeli jej wirusy będą już na tyle potężne, Kara nie da sobie rady z opanowaniem swoich emocji i będzie…- tu się zawiesił.
- Co będzie?- spytała tym razem Jade. Xavier dobrze wiedział, że dziewczyna wie o wszystkim i tylko próbuje się z nim droczyć, ale mimo to, kontynuował.- będzie mordować bez przerwy. Nie będzie mogła przestać. Powybija wszystkich kto stanie jej na drodze.- Edwards nie wierzyła własnym uszom. Spojrzała na przyjaciół, którzy już pewnie nie są jej przyjaciółmi ze względów technicznych.
- Ale czy da się coś z tym zrobić?- spytała Kasia.
- Wtedy się udało, ale.. teraz niestety, trzeba wymyśleć inny sposób, ponieważ tamten może już drugi raz nie zadziałać…

———————————————————————————————

Hej! Dzisiaj taki sobie rozdział :D Zresztą jak zawsze. Mordercza Kara powraca :) Oczywiście Jade tym razem nic się nie stanie, ale niedługo dowiecie się czegoś nowego :*