142. Dzień w szkole

Dodano 28 kwietnia 2017, w Opowiadania, przez Kara

Usiadłam za moimi dawnymi przyjaciółmi. Niedługo po tym wszyscy zalali mnie lawiną pytań. Nie powiem, że było to trochę denerwujące, ale postanowiłam się trochę pobawić.

- Skąd jesteś?- spytała jedna dziewczyna z klasy.

- Japonia.- odpowiedziałam krótko. Inni spojrzeli na mnie ze zdziwieniem, co mnie rozbawiło.

- Nie widać.- odezwała się jedna czarnowłosa osoba na co druga jej przytaknęła. Jade i Sissi.

- Nie było pytania jaką krew posiadam, tylko skąd jestem.- odezwałam się oschle i wyjęłam notatnik.

- W takim razie kim są twoi rodzice?- spytała blondyna o niebieskich oczach. Zagotowało się we mnie.

- Jeżeli chodzi o narodowość to ojciec jest francuzem, a matka amerykanką. A jeżeli o pracę to tata ma firmę komputerową, a mama to sekretarka.- wymyśliłam na szybko.

- Czyli Ty się tam urodziłaś czy przeprowadziłaś?- spytał ponownie ktoś inny. Moje jedyne myśli teraz, to: „Przestańcie!”. Już miałam się odezwać, ale ktoś mi zabronił. Odetchnęłam z ulgą.

- Dajcie jej odetchnąć.- powiedziała pani od chemii, biologii i fizyki, również zirytowanym głosem. Dało się słyszeć chóralne: „Przepraszamy”, a po chwili było już cicho. Oczywiście nie obyło się bez czucia obserwowania. Oczywiście to, Ksenia, Kasia, Mila i chłopaki.

„Zachowuj się naturalnie”- myślałam zawzięcie. Spojrzałam na nich zdziwiona i uśmiechnęłam się krzywo. Odwzajemnili go. Czyżby nic nie podejrzewali? Oczywiście oprócz Jade. Ona zawsze jest podejrzliwa. Chociaż starała się tego nie okazywać, i tak wiedziałam, że mi nie ufa. Po chwili zabrzmiał dzwonek, a ja schowałam, ku ironii, pusty notatnik.

Perspektywa Igi:

- Skup się!- krzyknęłam do dziewczyny, która po raz tysięczny upuściła swój nóż.

- Ja już nie mam siły!- pisnęła i zmęczona opadła na ziemię.

- Jak będziesz walczyć naprawdę, nie będziesz miała czasu na odpoczynek. Prędzej zginiesz.- syknęłam do niej. Nienawidzę ludzi, którzy się mi sprzeciwiają i nic nie umieją! Odeszłam od niej kierując się w stronę reszty drużyny białej. Zupełnie NIC nie potrafią! Takie ciapy. Co ja mam z nimi zrobić? Byłam coraz bardziej zdenerwowana. Nie widzę naszego zwycięstwa. Raczej naszą klęskę! Nie mogę zawieść Kary. Mam dwa miesiące na nauczenie ich czegoś. Dam radę! Muszę dać. Przecież nie wystawie nas na pewną śmierć. Wysłałam SMSa do przyjaciółki i poszłam zobaczyć jak radzi sobie reszta.

Perspektywa Kary:

Schowałam się w parku, żeby nikt znowu nie zaczął bezsensownej rozmowy. Była przerwa obiadowa, po czym miała być fizyka i godzina wychowawcza. Bawiłam się telefonem, dopóki nie dostałam wiadomości od Igi.

”Nie śpiesz się. Są tacy beznadziejni, że długo zajmie mi nauczenie ich czegokolwiek”

Westchnęłam zdenerwowana i zamknęłam oczy. Z trudem powstrzymywałam je przed zmianą koloru na czarny. Nic nie poradzę, że wzięłam pierwszych lepszych ludzi. Mogłam chociaż… Trochę pomyśleć. Cóż, nic na to nie poradzę. Trzeba uczyć ich od podstaw. Iga zapewni im rygor. Jestem tego pewna.

—————————————————————————————————

Mamy kolejny rozdział. Mam już siedem napisanych, więc powiem, że będzie się działo :D Przede wszystkim z Jade, ale to gdzieś za około 10 rozdziałów, może więcj

 

141. Zapis

Dodano 28 kwietnia 2017, w Opowiadania, przez Kara

Stałam na górze obserwując poczynania moich podwładnych. Iga rzucała nożem do celu znajdującego się na drzewie. Inni strzelali pistoletami do ruchomych celów i manekinów. Przywołałam moją przyjaciółkę w myślach, a ona po 5 minutach zaczęła się zgrabnie wspinać na górę. Kiedy stanęła przede mną, wiedziałam, że jest mi oddana. Na początku miałam wyrzuty sumienia, że ja tak skrzywdziłam, ale długo to nie trwało. Miała czarno – niebieskie oczy. Patrzyła na mnie wyczekująco, bez emocji. W końcu postanowiłam się odezwać.

- Mam plan. Przygotuj drużynę cieni, białą, altyleryjską i militarną. Ona zostały Ci przepisane, więc nimi rządzisz. Ja mam zamiar ściągnąć tu na pierwszy ogień francuskie wojska. Musi nam się udać ich pokonać.- ona tylko kiwnęła głową i zaskoczyła w dół na 20 metrów. Drużyna cieni to tacy co używają wyłącznie pięści. Biała, to nożownicy i tym podobni. Altyleryjską drużyna to taka, która broni się za pomocą broni palnej, natomiast militarną korzysta z każdej funkcji. Zmieniłam swój wyglad. Wygladalam teraz, zamiast na 14 lat, jak 15 latka. Moje włosy z długich, brązowych, za kolana, były teraz białe za pas. Miałam na sobie krótką, czarną rozkloszowaną sukienke, z białą falbanką na dole. Na nogach miałam rajstopy w czarno-białe paski i przydługie glany. Na rękach widniały krótkie, czarne rękawiczki z zakrytymi palcami, a na szyi coś w stylu „obroży” z czerwonymi wzmiankami. Do tego był jeszcze pasek, w którym była, małej wielkości parasolka, która można było regulować. „Nie będę musiała martwić się o broń”- przeszło mi przez myśl o założyłam brązowe soczewki. Na początku chciałam zobaczyć co robią moi „przyjaciele”. Nie zabije ich, jednakże ciekawość zwyciężyła.

Teleportowałam się przed budynek szkoły. Na dziedzińcu nikogo nie było, więc bez problemu przeszłam do sekretariatu. Moje oczy były dwukolorowe przez co jedno oko miało ciemniejszy barwę brązu od drugiego. Zapukałam do drzwi i niemalże od razu weszłam do środka. Uśmiechnęłam się, a otoczka moich oczu zrobiła się żółta, zarówno jak Pani sekretarce.

- Masz mnie przyjąć bez zbędnych papierów i wywiadów.- powiedziałam, a moje oczy jak i jej wróciły do normy. Kiwnęła tylko głową i przywołała dyrektora, który miał zaprowadzić mnie do sali moich przyjaciół.

Perspektywa Igi:

Zrobiłam tak jak prosiła mnie Kara. Kiedy zaskoczyłam na dół, zobaczyłam jak znika. Na moich ustach pojawił się złośliwy uśmiech. Przygotuje ich tak, że rzeź, to mało powiedziane. Podeszłam do jednego z budynków i nacisnęłam czerwony guzik. Alarm zaczął wyć, a ludzie zbierali się na dziedzińcu. Ustawili się w szeregu w swoich drużynach. Cienie mieli mundury koloru czarnego z czerwonymi naramiennikami. Bieli mieli mundury biało – szare. Altyleryjscy – fioletowy, natomiast militarni mieli kostiumy w kolorze moro. Stanęłam na podeście, żeby każdy dobrze mnie widział, chociaż i tak byłam wysoka. Przydzieliłam każdą drużynę do takiego treningu, który sprosta ich wyzwaniom. Kiedy pobiegli, na postanowiłam pójść do kuchni po colę i położyłam się na trawie. Kara to moja przyjaciółka od kilkunastu lat. Nigdy jej nie zostawię.

Bez perspektywy:

Szła za dyrektorem czekając na rozwój sytuacji. Kiedy stanęli przy klasie, w której odbywały się lekcje wojowników, Delmas lekko zapukał do drzwi. Zza nich wydobyło się stłumione „Proszę” przez krzyki z klasy. Dyrektor wszedł pierwszy, natomiast dziewczyna za nim.

- Poznajcie Misaki Uharu. Będzie chodziła do tej szkoły tylko na wymianę uczniowską.- oznajmił, a na jej twarzy pojawił się złośliwy, niewidoczny uśmiech.

—————————————————————————————————

Cześć! Mamy kolejny rozdział po krótkiej przerwie XD Jeszcze będzie jeden, tak mi się wydaje. Myślę, że ktoś tutaj jeszcze zagląda. Nawet jak nie, mimo to będę dodawać <3

 

Prolog + zapowiedź 5 sezonu

Dodano 7 października 2016, w Opowiadania, przez Kara

Siedziała na skalnym murze, obserwując piękne widoki przed sobą. Starała się nie myśleć o całym tym zajściu. Jej oczy są coraz częściej czarne. Rzadko kiedy są czerwone bądź dwukolorowe. Postawiła na życie jako maszyna do zabijania… Jako szefowa swojego morderczego gangu z Igą na czele. Wybije całą Francję, potem zabierze się za Polskę i resztę państw. Jej plan był prosty. Wyeliminować wszystkich.

 

140. Rozprawa sądowa

Dodano 20 sierpnia 2016, w Opowiadania, przez Kara

Tydzień dla wojowników Lyoko zleciał dość szybko. Natomiast w więzieniu nawet sekundy zdawały się trwać godziny według Edwards. Dziewczyna nacinała sobie skórę, długimi już paznokciami i rysowała kreski na ścianie, licząc dni. Rany oczywiście szybko się zagoiły.
Przez kilka dni nikt nie zaglądał do Edwards przez co jej cała sala jak i ona była we krwi.

bd848238b33dac31ad36509f6c462bc4

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Szybko dochodził dzień rozprawy sądowej, w której mieli uczestniczyć jej przyjaciele, nauczyciele i inne osoby. Edwards była załamana coraz bardziej. Nie może się powstrzymać. Ona to zrobi. Jutro na rozprawie. Zabije ludzi.

—————————

Obudził ją dźwięk otwieranych krat. Bezsilnie otworzyła oczy. Jeden mężczyzna w mundurze podszedł do niej i gestem ręki kazał jej wstać. Czyżby już była 10? Kiedy wstała policjant zaczął zawiązywać jej oczy szmatką. Chciało jej się płakać. Po chwili na jej rękach spoczeły też ogromne metalowe kajdany. Poczuła pchnięcie. Czyli teraz będzie pomiatana przez nich? Poczuła wiatr we włosach i ciepłe promienie słońca na swojej skórze. Po chwili znowu była w radiowozie i jechała do sądu. Bała się. Tak bardzo tego nie chciała. Co te wirusy z nią zrobiły?!

***

Dawni przyjaciele dziewczyny, nauczyciele i inni już siedzieli na sali. Sędzia siedziała na swoim miejscu i czekała na pozwaną. Po 5 minutach drzwi sali otworzyły się i weszli do środka 5 ochroniarzy wraz z Karą. Prowadzili ją, ponieważ nadal miała chustę na oczach. Kiedy doszła na miejsce odeszli od niej, ale przygotowali broń na wszelki wypadek. Dziewczyna zupełnie nie wiedziała co się dzieje i gdzie jest. Zaczęła się nerwowo rozglądać z nadzieją, że opaska jednak spadnie jej z oczu.
-Witaj Edwards.- powiedziała kobieta na przeciwko niej. Morderczyni milczała.- Chciałabym, żebyś jednak w miarę swojej możliwości zeznawała w miarę swojej postaci.- Dziewczyna przemieniła się w długowłosą dziewczynę. Na sali zrobił się szmer.- Cisza!- uspokoiła wszystkich sędzia.- A więc, powiedz mi, czy wiesz dlaczego tu jesteś?- spytała ostrym tonem po czym po sali rozległo się pohukiwanie. Chciało jej się płakać więc nic nie odpowiedziała.- Zabiłaś mnóstwo ludzi.- kontynuowała.- Masz coś na swoją obronę?- dziewczyna powstrzymywała swoje oczy przed zmianą koloru na czarny. Po chwili uśmiechnęła się złośliwe. Nie udało się. Jej oczy świeciły się na czarno a wokół miała pomarańczową otoczke. Chusta spłonęła na jej oczach. Mocnym szarpnięciem rozerwała kajdany i wskoczyła na stół za którym się znajdowała. Jej oczy teraz miały niebieską otoczke, przez co w jej dłoniach pojawiły się dwa pistolety. Ochrona chciała do niej strzelać, ale ona była pierwsza. Zaczęła strzelać na oślep. Nie trafiła nikogo oprócz ochrony. O to jej jak narazie chodziło. Każdy zaczął panikować, nikt nie wiedział co robić, więc zaczęli przepychać się do wyjścia. Kiedy jej oczy znowu stały się dwukolorowe załamała się.

- Wiedziałam, że to zrobię.- powiedziała do siebie. W sali nikogo nie było. Prawie nikogo
- Nic Ci nie jest?- spytał chłopak przytulając dziewczynę. Nie obawiał się, że go zabije. Kara wybuchła płaczem.
- Ja.. nie chciałam.- mówiła z paniką w głosie.
- Wiem, obiecuje, że niedługo Ci pomogę.- powiedział blondyn w okularach.
- Dziękuję Ci Jeremie, że chociaż Ty ze mną jesteś.- uśmiechnęła się przez łzy do przyjaciela.
- Nie ma sprawy. Wiem co czujesz. Znaczy nie wiem, ale wiem jak to jest być odtrąconym przez innych, kiedy potrzebuje się pomocy.- odwzajemnił uśmiech.- Muszę już iść, będą się o mnie martwić.- i nie czekając aż Edwards się odezwie wyszedł.
- Dziękuję Jeremie.- stała w sali sama z martwymi ciałami.

Perspektywa Kary:
Czułam się coraz gorzej. Wiedziałam, że niedługo będę musiała się temu oddać. Ale.. Nie chcę już nikogo krzywdzić. Wyszłam wolna z budynku. Moje oczy były dwukolorowe.. Po chwili miały żółtą otoczke i teleportowałam się.

***

Patrzyłam na moje stare gimnazjum w Polsce i czekałam cierpliwie. Ja wcale nie wyglądałam podejrzanie. Oprócz krwi na sobie i innych zadrapań.. Nikt zupełnie nikt się na mnie nie patrzył i nie przechodził koło mnie ze strachem. Po kilku minutach zabrzmiał dzwonek obwieszczający koniec lekcji.

„Wyrobiłam sie”- przeszło mi przez myśl. Po chwili brązowowłosa dziewczyna wyszła z budynku wraz z innymi dziewczynami.

027bb977baedb789e83bfecce341328e

 

Zabolało. Zapomniała o mnie. To pewne. Zauważyłam, że spojrzała na mnie. Ni to z przerażeniem, ni to ze zdziwieniem. Podeszłam do nich.
- Iga. Dawno Cię nie widziałam.- uśmiechnełam się

- Kara? Co..- zaczęła skołowana.
- Nie ważne. Idziesz ze mną.- powiedziałam cicho i uśmiechnęłam się. Złapałam ją za rękę, nie pozwalając pożegnać się z jej przyjaciółkami.
- Co Ci się stało?- zapytała po długim czasie. Milczałam.
- W Lyoko jest coraz gorzej. Mam wirusy, przez które zabijam, a teraz będziesz robić to ze mną.
- Żartujesz?!- spytała wystraszona dziewczyna.
- Muszę stworzyć moją armię. Muszę pozbyć się złych ludzi.- powiedziałam machinalnie, a moje oczy zaświeciły się na czarno z czerwoną otoczka. Iga była już moja.

 

139. Kilka tygodni w więzieniu

Dodano 18 sierpnia 2016, w Opowiadania, przez Kara

Czuła jak samochód gwałtownie hamuje, przez co uderzyła głową o ścianę pojazdu. Nie wiedziała co się działo. Po chwili czuła na ramionach dwie potężne ręce, które wyprowadziły ja na zewnątrz. Na głowie dziewczyny cały czas znajdował się worek. Weszli do jakiegoś pomieszczenia gdzie był gwar. Równo kiedy oni weszli zapanowała cisza. Kara była skołowana. W myślach prosiła tylko o pomoc. Poczuła jak sadzają ją na krześle i przywiązują coś do rąk, a ręce do krzesła. Usłyszała pikanie.
-Wykrywacz kłamstw.- przeszło jej przez myśl. Po kilku sekundach mogła już swobodnie oddychać i widzieć. Przed nią stał wysoki, umięśniony, szczupły mężczyzna z białą koszulą i podwiniętymi rękawami za łokcie. Oraz czarne spodnie i buty tego samego koloru. Włosy zaś miał koloru ciemnego blondu. Spojrzał na nią złowrogo po czym powiedział.

- W końcu Cię złapaliśmy. Nie było ciężko, dzięki tym dzieciakom. A teraz wyśpiewasz mi wszystko.- powiedział oschle. Dziewczyna się wkurzyła ale jej oczy nadal pozostały normalne.
- Myślisz, że ci coś powiem? Przecież nawet nie mam o czym.- powiedziała nieświadoma wypowiedzianych słów.
- Dlaczego zabijasz?- wkurzył się mężczyzna kładąc ręce na podparciach krzesła i nachylił się nad dziewczyną. Zakłopotała się. Przecież nie powie temu gościowi o wirusach, bo wiązało by się to też z wydaniem sekretu o Lyoko. Westchneła. Postanowiła kłamać, a że jest dobrą aktorką nie powinno jej tego nawet wyhaczyć w tym urządzeniu.
- Ponieważ sprawia mi to przyjemność. Lubię to, uspokaja mnie.- powiedziała po krótkiej ciszy. Mężczyzna nie wytrzymał i uderzył Edwards w policzek.
- Ciekawe jak byś się zachowała kiedy to ciebie by trzeba było zabić.- warknął i oparł dłonie o stół.
- Nie da się, przykro mi.- powiedziałam obojętnie.
- Czym ty jesteś?- spytał patrząc na sufit w geście politowania.
- Normalna 14 letnią dziewczyną.- uśmiechnęła się uroczo mówiąc to.
- Przyznajesz się że zabiłaś PONAD 100 niewinnych ludzi?- brnął dalej
- Absolutnie nie.- droczyła się z nim. Kara zamknęła oczy i nieświadomie zmieniła swój wygląd, czego nie chciała. Miała teraz czarne włosy, niebieską bluzkę i krótkie spodenki takiego samego koloru. Mężczyzna zrobił się cały czerwony, Możliwe, że z gniewu. Ale na jego twarzy szybko zagościło zdziwienie.
- Zabierzcie jej do izolatki.- powiedział mężczyzna. Po chwili do środka weszło 2 innych i zaczęli odpinać dziewczynę. Oczywiście próbowała uciec ale za bardzo jej pilnowali. Z kajdanami na rękach i już bez worka na głowie ruszyła z ochroniarzami do swojej celi. Dotarli i pchneli ją na ziemię. Jej kajdanki przywiązali do sufitu na długim łańcuchu, a do nogi przyczepili ciężarek.

vampireslave

Czekaj dopóki nikt nie przyjdzie dać ci jedzenia. Za 2 tygodnie masz rozprawę sądową. Mysle, że dostaniesz dożywocie. Taki wyrok w Tak młodym wieku?- powiedział jeden z nich i nie czekając na odpowiedz wyszedł, drugi zaś nie zwracając na nią uwagi ruszył w ślady pierwszego uprzednio zamykając drzwi na klucz. Kara opuścił a głowę. Zaczęła szlochać.

——————————

Ucieszeni wrócili do internatu. Tylko Jeremie poszedł do fabryki, co nie zbyt ich zaskoczyło.
-Czyżby to koniec problemów ?- spytał uradowany Odd

- Prawdopodobnie.- uśmiechnęła się Jade
- Zawsze były z nią problemy!- Kasia przewróciła oczami i uśmiechnęła się szeroko.
- Co wy na to, żeby jutro rano iść na lody?- zaproponowała Rosjanka. Wszyscy zgodnie przytakneli. Cicho wrócili do szkoły ponieważ już zaczynało się ściemniać. Ominęła ich kolacja, Ale żadne z nich nie było głodne z ekscytacji schwytania Edwards.

***

Jeremie siedział na fotelu w fabryce przed monitorem komputera. Sam nie wiedział po co tu przyszedł. To miejsce po prostu sprawiało, ze czuł się lepiej. Przeglądał Stare pliki nagle natknął się na jeden zaszyfrowany. Czy to… Zaczął łamać zabezpieczenie, a jego oczom ukazała się ich paczka wraz z niezawirusowaną Karą. Uśmiechnął się na te wspomnienia. Jedno zdjęcie przedstawiało ich ósemkę w parku. Byli szczęśliwi. Odd popisywał się z brudną koszulka od lodów a wszyscy inni mieli zabawne miny jak i pozy. Po chwili jakiś filmik odtworzył się sam. Nagranie tego dnia reżyserowane przez Edwards. Jeremie wpatrywał się na to jak zaczarowany. Kara mówiła jak się cieszy i pokazywała wszystkich po kolei. Jej mina mówiła sama za siebie. Po chwili wszyscy zaczęli zdejmować ubrania i wskoczyli do pobliskiego jeziora i zaczęli się kąpać. Brunetka nadal to nagrywała a zza ekranu było słychać jej słodki śmiech. Po chwili pojawiła się też jej twarz, żeby tylko powiedzieć, że idzie dołączyć do nich i nagranie się urwało. Jak to możliwe, że nie mógł pomóc Edwards tak jak ona jemu?

—————————

Perspektywa Kary:

Kiedy odpięli moje ręce po jednym dniu, czułam się wolna. Znaczy może nie tak bardzo, ale już przynajmniej ręce miałam wolne a to dobry początek. Moja odporność lekko się osłabiła więc nawet małe uderzenie powodowało u mnie siniaki oraz lekkie krwotoki. Jedna moja ręka była w bandażu. Pracujący tam ludzie postanowili dać mi jakąś białą koszule bez wzorów, bez niczego. Ledwo dosięgała uda. Niestety przy nodze ciągle miałam ciężarek, który był uciążliwy. Po długim czasie poczułam pragnienie. Podeszłam do krat mojej celi, w której byłam sama.

cddf35a783985e3474750f8cc14d7e0f

Rozejrzałam się i zobaczyłam koło kraty mężczyznę, który siedział na krześle. Spojrzałam na niego zdezorientowana. On też na mnie spojrzał.
-Co myślałaś? Że będziesz tutaj sama?- spytał

- Fajnie by było. -prychnęłam nie przejęta swoim położeniem.- wody poproszę.- odezwała się już ciszej. Mężczyzna wyjął krótkofalówke
- Szklanka wody do sali 120- powiedział cicho a po drugiej stronie było słychać tylko szum. Postanowiłam usiąść i czekać na moją wodę. „Może uda mi się wymyśleć jakiś plan ucieczki?”- przeszło mi przez myśl. Po chwili dostałam wodę a potem zasnełam, ponieważ i tak nie miałam nic innego do roboty.

———————————————–
Legenda:
*Kara powiedziała tak do klona Jade, kiedy go zabijała. Rozdział 99 :)

 

138. Zdrada

Dodano 16 sierpnia 2016, w Opowiadania, przez Kara

Kiedy w końcu wyszłam z tego przekletego lusterka – i moja załamka zniknęła – postanowiłam przejść się, wdychajac prawdziwe świeże powietrze. Kiedy przechodziłam blisko mojej szkoły, usłyszałam dwóch policjantów rozmawiajacych ze sobą.
- Zabiła ponad 100 ludzi przez ten tydzień, a nadal nie możemy jej złapać. Co robimy?- spytał jeden z nich
- Czekamy aż wpadnie. Niedługo przestanie chcieć jej się zabijać.- prychnął drugi na co ja się wzdrygłam. Przecież ja tego nie chce. Ja jeszcze nikogo z własnej woli nie zabiłam. Łzy zebrały mi się w oczach, ale nie płakałam. Musiałam wymyśleć jakis plan. Przecież nie mogłam ciągle tego robić i to na dodatek wbrew sobie! Pobiegłam do pustelni w taki sposób, żeby nikt mnie nie zauważył. Udało się to łatwo i już po 10 minutach byłam na miejscu. Wbiegłam do środka i znowu rzuciłam się na starą rozdarta kanape i zaczęłam rozmyślać. Po niedługim czasie zasnełam, ponieważ nie wytrzymałam z myślą, że znowu kogoś zabije.
***
Kiedy otworzyłam oczy poczułam niesamowite pragnienie. Spojrzałam na zegarek, który wskazywał godzine 16 i westchnełam. Poszłam do kuchni nalać sobie wody i stanęłam przed lustrem na przedpokoju. Przyglądalam się sobie. Moje oczy były dwukolorowe aż zachciało mi się płakać. Już moglam zostać na zawsze w tym lusterku z Lia. Po chwili zauważyłam jak moje czerwone oko się zciemnia. Wystraszyłam się, ponieważ wiedziałam co to znaczy. Zanim zdążyłam zrobić cokolwiek moje oczy były całkowicie czarne i znowu chciałam zabijać. Wyjęłam z pod łóżka dwa podręczne pistolety, a z kuchni wzięłam nóż i otworzyłam drzwi wejściowe, ale przed wyjściem moje oczy znowu były dwukolorowe.
-Co ja właśnie chciałam zrobić ?- spytałam siebie skołowana i opuściłam broń, która upadła z trzaskiem. Wydałam z siebie jeden, długi, paniczny krzyk

————————————
Zbliżała się pora kolacji w Kadic wiec 8 przyjaciół pomału kierowała się ku szkole. Postanowili spędzić trochę czasu w fabryce pracując nad programami.
- Po kolacji możemy jeszcze się przejść.- zaproponował Odd uśmiechając się zalotnie do Jade, chociaż propozycja była do wszystkich.
-Jasne.- powiedział Ulrich i objął Kasie ramieniem.
-Na wszelki wypadek proponuje wziąć ze sobą jakas broń podręczną, taka jak nóż.- zaproponował William

- Tylko ty potrafisz wpaść na taki niedorzeczny pomysł.- westchneła Ryan czochrając włosy chłopaka.

- Trzeba się zabezpieczyć. Przecież wiecie, że ostatnio nie jest bezpiecznie w naszej okolicy.
- Nigdzie nie jest bezpiecznie.- poprawiła go Jade.
- Poparła mnie, widzicie?- powiedział dumny Dunbar. Jeremie tylko westchnął i nie odzywał się. Nie chciał nigdzie z nimi iść, ale jak by natkneli się na Edwards, musiał być, żeby nie zrobili jej jakiejś większej krzywdy.
- Może jeszcze uda nam się ją złapać ?- pomyślała Martin.- jak tak możemy przecież od razu dzwonić na policję, że ją mamy.

- Dobry pomysł.- powiedzieli wszyscy.
Weszli na stołówkę i wzięli tace z jedzeniem.
- Ale Świetnie ! Tosty z Nutellą.- ucieszyła się ciemna blondynka. Okularnik uśmiechnął się nieznacznie do dziewczyny. Oby nie spotkali Kary. Teraz o to bał sie najbardziej
—————————————-
Zostawiłam wszystkie niebezpieczne narzędzia w domu, żeby nikomu nic nie zrobić jak moje oczy znowu będą czarne. Wyszłam na spacer, żeby przestać myśleć o złych rzeczach, typu zabijanie. Myślałam o moich dawnych przyjaciołach, którzy wystawili mnie dla Martin. Zabolało i to bardzo, ale nie dawałam tego po sobie poznać. Nie zauważyłam kiedy byłam w parku na przeciwko Kadic. Schowałam się za krzakami i miałam wgląd na główną bramę szkoły. Kiedy wyszło z niej 8 uczniów i zaczęli iść w moja stronę, zauważyłam kto to. Moje oczy stały się czerwone i szybko wdrapałam się na pobliskie drzewo. Nie umiałam tego, ale nagle, Kiedy moje oczy zmieniły kolor… Wspiełam się bez żadnych problemów. Kiedy przeszli pod moim drzewem 5 minut potem zeszłam na dół. Nie wiedziałam czy mnie widzieli czy też nie, ale byłabym szczęśliwa Jak by zechcieli ze mną porozmawiać, wyjaśnić to wszystko. Wolnym krokiem ruszyłam w stronę domu. Czułam się obserwowana. I nie dziwię się, przede mną stali oni.
-Jak miło was widzieć.- powiedziałam zbliżając się do nich.-Nawet nie wiecie jak…- nie dokończyłam ponieważ kiedy byłam wystarczająco blisko nich, William wyjął nóż, który dotykał centralnie mojej szyi.
-Nie zbliżaj się, rozumiesz?- warknął, ja byłam wystraszona i zdezorientowana.
-Ej… O co wam chodzi?- powiedziałam mając łzy w oczach.
-Zamknij się.- powiedziała Kasia i zbliżyła się do mnie, ale William ją odepchnął.
-Fajnie jest zabijać ludzi?- spytała z kpiną Mila. Ja zaczęłam się cofać. Jeremie był wystraszony i próbował do mnie podbiec, ale Odd i Ulrich trzymali to za ramiona.

- Nikogo jeszcze nie zabilam.- powiedziałam drżącym głosem.
- Nie kłam!- powiedział William i kopnął mnie w brzuch Tak że upadłam.

Bez perspektywy:

- Dziewczyny podajcie sznurek.- zarządał czarnowlosy chłopak kiedy dziewczyna leżała na ziemi a on przygniatał na jedną nogą do ziemi, żeby nie wstała.
- Nie wygłupiajcie się.- pisneła, kiedy poczuła mocne więzy na swoich nadgarstkach. Kiedy skończył pociągnął Edwards za włosy, przez co klęczała przed nimi na kolanach. Z oddali było słychać krzyki Jeremiego, który próbował wydostać się z uścisku przyjaciół.
- Niech ktoś zadzwoni na policję.- rozkazał. Po chwili Ksenia odeszła na bok, żeby zadzwonić.
- Wy na prawde chcecie to zrobić?- spytała zawiedziona.
- Nie pozwolimy, żebyś kogoś więcej zabiła, kochana.- odezwała się Jade. Warkneła na nią groźnie, przez co czarnowlosa oddaliła sie od niej. Po chwili poczuła jak na jej nodze ktoś staje powodując złamanie. Upadła znowu na ziemię z klęczek i pisnęła.
- Nie będziesz warczeć na..- nie dokończył, gdyż zobaczył, że noga dziewczyny szybko się zrosła, co nie zmieniało faktu, że ona płakała.
- Daj mi nóż, William.- powiedziała Jadę wyciągając rękę w jego stronę. Po chwili Martin stała przez nią z nożem. Znowu podniosła się do klęczek i spojrzała na jade złowrogo. Już gorzej być nie może.- mam pewną teorię co do tego. Otóż iż zapewne niedługo przyjedzie policja, a moja ciekawość nie wytrzymuje, pozwól, że to zrobię.- powiedziała i przystawiła nóż do prawego policzka dziewczyny, po czym mocno przecieła. Z rany zaczęła cieknąć krew, ale po 5 sekundach znikła zostawiając prawie że niewidoczny ślad. Na drugim policzku tez zrobiła nacięcie tylko tym razem małe i płytkie, ono się nie zagoiło tak szybko.
- Jak to możliwe?- spytała Kasia.
- Ona jest nieśmiertelna.- powiedziała Jade.- to, że ta mała ranka sie nie zagoiła to nie znaczy, że się nie zagoi jak tam ta. Wręcz przeciwnie.
- Skąd o tym wiesz?- spytała Ksenia. Jade była skołowana
- Doszłam do tego po tej złamanej nodze, która się szybko zregenerowała. Nawet jakbym teraz dźgneła ją nożem w serce sto razy, nie ruszyło by to jej.
- Wątpię, że doszłaś do tego po tej złamanej nodze, kłamliwa suko.- warkneła, przez co dostała z liścia od niej. Z oddali było słychać już wycie syren policyjnych. Kara spanikowała. Po chwili przed nimi pojawiły się dwa radiowozy. Jeden duży kamper, drugi mały. Z samochodów wyszło 11 policjantów, a dziewczyna panicznie nabrała powietrza do płuc. Ręce zawiązanie z tyłu udało jej się przenieść do przodu. Ono wyciągnęli karabiny.
- Co wy chcecie zrobić ? – krzyknął Jeremie.
- To tylko środek usypiający.- powiedział milo jeden z policjantów. Zaczęli strzelać, ale pociski odbiły się od niej z łatwością. Kara płakała. Została zdradzona przez przyjaciół i jeszcze czeka ją więzienie. Podeszli do niej 3 mężczyzni z workiem w rękach.
- Tylko uważajcie na jej oczy.- powiedział jeden z nich. Po chwili Edwards miała worek na głowie przywiązany lekko sznurkiem z rąk, a ręce zostały zapięte w duże mocarne kajdany. Zaczęła się szarpać i piszczeć, ale nic to nie dało. Po chwil czuła jak upada na metalową, zimną podłogę. Prawdopodobnie należała do kamperowego radiowozu. Zaczęła panicznie płakać. Chciała zdjąć sobie worek z głowy, ale za każdym razem kiedy próbowała jeden z 3 ochroniarzy dotykał ją paralizatorem. Po omacku wyszukała sobie kąta do siedzenia i schowała głowe w kolana płacząc przy tym. Zdradzona przez przyjaciół, samotna.. Czy może być coś jeszcze gorszego??

 

137. Uwolniona

Dodano 13 sierpnia 2016, w Opowiadania, przez Kara

Ten rozdział będzie krótki, ale w końcu, nasza bohaterka wyjdzie z lusterka. Mam już dalsze 3 rozdzialy napisane, więc powiem, że będzie się działo :3
—————————————————
Lecieli szybko do wieży aktywowanej przez Xane. Jeremie był w fabryce i próbował jakoś rozszerzyć program, który dał mu wirus. Kiedy Stefani i Xavier byli w wierzy lusterko zaświeciło się pod kolor aktywowane wieży.
- Myślicie, że to coś da?- spytał po chwili milczenia Jeremie.
- Nie wiem, ale warto spróbować.- powiedział Xana
- Wiadomo co trzeba zrobić?- pytał dalej.
- Masz gotowy ten program?- spytała Stefani.
- Pewnie. Ale do czego on służy?
- Do rozszczepiania.- powiedział Xavier.
- Jak do rozszczepiania?
- Tutaj potrzeba… Oddzielić Karę od lusterka i przy okazji zamienić duszę. Czyli rozszczepimy też swoje duszę i wyślemy tam.
- Ale… Jaki jest haczyk?- spytał Jerry
- Tutaj nie ma żadnego haczyka, spokojnie.- zapewniała to Stefani.- To nie cała dusza tylko jej część. Kiedy wydostaniemy też Lie..- tutaj przerwała, a do jej oczy napłynęły łzy.
- To wydostaniemy też swoją część duszy i zniszczyły lusterko.- dokończył za żonę Xana
- Ale Lia.. Przecież mam program na jedną osobę.
- Nikt nie mówi, że to w tej chwili ją wydostaniemy.- jęknęła kobieta. Jeremie już nie odpowiedział.

W fabryce:
- Miałeś przynieść mi lusterko!- krzyknęła Kara i przybyła to do ściany. Jak dobrze, że zdążył nacisnąć ENTER.
- Niestety. W końcu Kara będzie wolna, a wirusów pozbędziemy się niebawem.- uśmiechnął się chytrze.
- Nie.. Nie pozwolę na to.- szepnęła wystraszona i rzuciła go mocno na podłogę. Niestety ciało dziewczyny zniknęło.

W wieży:
Xavier i Stefani dostali informacje o przesłanym programie. Mężczyzna spojrzał na żonę i uśmiechnął się do niej. Potem spojrzała jeszcze na niebieskie lusterko z czerwoną poświatą. Przyłożyli ręce do interfejsu po czym też zaświecili się na czerwono. Poczuli jak cząstka ich się uwalnia. Potem wylądowali w skanerach w fabryce.
—————————————————-
Obudziła się. Zaczęła się rozglądać. Była przerażona.
- Nie wierzę!- podbiegła do lusterka i spojrzała na swoje dwukolorowe oczy. Wróciła i nawet nie zdążyła pożegnać się z Lią. Bała się, że znowu będzie zabijać. Jęknęła głośno i rzuciła się na kanape. Znowu jest wolna. Znowu będzie zabijać.

 

136. Ciąg Dalszy Snu Jade

Dodano 12 sierpnia 2016, w Opowiadania, przez Kara

Siedziała na tronie królewskim i czekała na swoją pierwszą ofiarę. Kary zaś jeszcze nie było. W końcu po pewnym czasie na salę weszła kobieta z workiem na głowie prowadzona przez służących księżniczki Jade. Kobieta szarpała się mocno. Kiedy stali przy niej mężczyźni zdjęli jej worek z głowy. Stała cała mokra od łez.  Czarnowłosa dostała swój pergamin i rozwinęła to.
- Aldona Nysa.- powiedziała donośnym tonem.- przyłapano Cię na kradzieży.
- Ale to naprawdę nie ja!- spanikowała przez co dostała kijkiem w głowę. Upadła na kolana i zaczęła płakać głośniej.
- Wszystko wskazuje na to, że to Ty.- powiedziała uśmiechając się ponuro.- Skazuje Cię na wyrok śmierci poprzez powieszenie.- kobieta spanikowała bardziej
- Ja mam dzieci! Nie mogę umrzeć!- krzyczała. Jade tylko wywróciła oczami.
- Na pstryczek z nią.- powiedziała obojętnie. Mężczyźni złapali ją za ramiona i wyprowadzili z komnaty. Jade patrzyła na dziurę w suficie, z której niedługo miała zwisać kobieta. Słychać było krzyki i paniczne tupanie na górze. Jade oparła głowę na ręku i czekała znudzona na wyrok. Kara wbiegła na sale chowając się za pomnikiem nieświadoma tego co ma się zaraz wydarzyć. Patrzyła na Jade i zastanawiała się co teraz planuje ta okropna istota. Po chwili klapa w suficie się otworzyła i wypadła kobieta ze sznurkiem na szyi. Wiła się dość długo a Kara z ledwością powstrzymała się, żeby nie krzyknąć panicznym krzykiem. Kobieta umarła na jej oczach. Pozwoliła na to nie świadomie. Po jej policzkach płynęły już strumienie łez. Po chwili do komnaty wszedł jakiś mężczyzna z kajdanami na rękach. Teraz Kara nie przeoczy tego szczegółu i uratuje go.
- Thomas Cooper.- powiedziała otwierając kolejny zwój.- Zabójstwo?- spytała zaskoczona.
- Nie zabiłem nikogo.- powiedział skruszony.
- Wyrok śmierci poprzez ścięcie głowy!- rozkazała Jade. Kara zacisnęła oczy i usta w wąską linie. Wyskoczyła zza posągu.
- Nie będzie wyroku śmierci! Pierwszego nie dopilnowałam, ale drugiego już nie będzie, droga Jade.- powiedziała i uśmiechnęła się słodko długowłosa.
- Edwards, jaki mam zaszczyt gościć Cię tutaj, w moim śnie?- spytała i wstała z fotela.- zaprowadzić go do celi dopóki nie pozbędę się naszego gościa.- powiedziała Martin i spojrzała z nienawistym uśmiechem na koleżankę z klasy.
- To nie jest ważne. Nie wierzę, że sobie ich tak łatwo przywłaszczyłaś.- parsknęła Edwards. Jade zaśmiała się.
- Wiesz, że to mój sen, kochanie? Mogę robić w nim co chcę.- powiedziała z chytrym uśmieszkiem.
- Ale skoro jesteśmy w śnie, to znaczy, że ja też mogę nim manipulować.- zaśmiała się Edwards na co czarnowłosa się zdenerwowała.
- Nigdy!- krzyknęła a wystrój pomieszczenia się zmienił na bardziej mroczniejszy. W jej dłoni pojawiła się kosa. Kilka sekund po tym teraz i Edwards miała broń. Zaczęły walczyć.

Jade trzymała się dzielnie, natomiast Kara ledwo dawała sobie już radę. Po kilku minutach Martin zadrapała dziewczynę kosą, następnie uderzyła ją nią w głowę, a polka upadła mocno na ziemie.
- Nie uda ci się mnie pokonać.- powiedziała i zarzuciła broń na ramię.
- Mylisz się.- wyszeptała i podłożyła nogę rosjance, przez co Edwards szybko podskoczyła i przystawiła jej czubek miecza do szyi.- Już Cię pokonałam.- po czym wbiła jej ostrze w brzuch, a Jade rozpadła się na piksele, niczym w Lyoko.  Zaśmiała się złośliwie.- To mnie nie da się pokonać.- po czym wybudziła się

———————————————————————————————————————

Kolejny rozdział który musiał być, nic nie wnoszący do fabuły. Następne już mają więcej związku z fabułą. Obiecuje :3

 

135. Groźba

Dodano 8 sierpnia 2016, w Opowiadania, przez Kara

- O co wam chodzi?- spytał wchodząc do pokoju.
- Czy Kara mówiła Ci coś dziwnego? Albo czy cokolwiek mówiła?- spytał William patrząc na okno. Miał dziwne wrażenie.
- Szczerze to nie pamiętam, ale raczej nic.- Manuel złapał się za tył głowy i podrapał się.
- Myślę, że po prostu nie chcesz powiedzieć.- zezłościła się Kasia.- A to jest ważne!
- Ale ja naprawdę.. Ona nic mi nie mówiła.- stawiał na swoje.
- Przestańcie go męczyć.- powiedział Jeremie zdezorientowany.- Może ma racje, ale dajcie mu już spokój.
- Czyżby nasz Einstein zmieniał orientacje?- spytał chamsko czarnowłosy chłopak przez co został szturchnięty przez Milę w ramię.
- Po prostu uważam, że mówi prawdę, co do niektórych stąd.- spojrzał złym wzrokiem na Martin. Ona złapała go za rękę i wyprowadziła z sali.
- O co ci chodzi? Dlaczego jesteś tak źle do mnie nastawiony?- uśmiechnęła się sztucznie. Blondyn przewrócił oczami.
- Mnie nie omiotasz tak jak ich.- szepnął przez zęby.- Nie wiem nawet jak z nimi ci się to udało i jaki masz w tym interes?!
- Dowiesz się we właściwym czasie. Ale powtórzę tobie to co Edwards kiedyś. Jak powiesz im prawdę, nie uwierzą ci. Są za bardzo wpatrzeni w jej błędy, żeby słuchać takich „kłamstw”.- przy ostatnim słowie poruszała dwoma palcami.
- Jesteś podła, wiesz? I tak uda mi się uratować Karę. Tylko ja jeden jestem po jej stronie jak widać.- powiedział i spojrzał w barwione na pomarańczowo tęczówki dziewczyny. Jade chciała coś powiedzieć, ale krzyki z sali Manuela jej to uniemożliwiły. Szybko wbiegli do środka, a tam była Edwards z wyciągniętym karabinem. Jej oczy były czarne, a zaraz potem miały różową otoczkę, a drzwi zamknęły się. Nie mięli jak uciec.
- Witajcie… kochani.- powiedziała zarzucając pistolet na plecy.- Jakże długo was nie widziałam.- jej twarz nie wyrażała żadnych emocji, ale po chwili uśmiechnęła się słodko.
- Czego tu chcesz?!- krzyknął William zasłaniając sobą Kasię, żeby nie przyszło jej do głowy coś zrobić jego dziewczynie.
- Wyrównać rachunki z moimi..”przyjaciółmi”.- na jej buzi cały czas widniał udawany uśmiech.
- Zjeżdżaj.- powiedział groźnie William na co Kara parsknęła śmiechem
- Zanudzacie.. Jeremie. Nie powinieneś zajmować się sprawą z lusterkiem.- powiedziała. Chłopak wiedział, że dziewczyna tak naprawdę tak nie myślała.
- Oczywiście, że będę to robić. Żeby wszystko naprawić.- odezwał się. Brązowowłosa wyciągnęła pistolet, przez co był na przeciwko Jerrego. Ksenia pisnęła. Dunbar nie wytrzymał i wykopał jej broń z ręki. Niestety jej oczy zaświeciły się na czerwono przez co wiedziała jaki ruch wykona chłopak, przez co go powaliła na ziemie.
- Jeremie. Za dwa dni masz mi przynieść lusterko. O godzinie 17. Jak tego nie zrobisz, będę musiała Cię.. zabić.- mówiąc ostatnie słowo wyskoczyła z okna. Tylko Jeremie wiedział, że to jest tylko jej ciało opanowane przez wirusy. Kara tak nie myśli. Nigdy nie chciałaby mu zrobić krzywdy.

—————————————————————————————————————

Siedzieli w kuchni przy lusterku ze swoimi synami nie wiedząc co zrobić. Od kilku minut tylko patrzyli na ten niebieski przedmiot. Mężczyzna z lekkim trzydniowym zarostem zrezygnowany oparł się o oparcie krzesła i zakrył twarz rękami. Był wyczerpany.
- Może postarajmy się nawiązać z nimi kontakt?- zaproponowała Stefani.
- To jest męczące. Lepiej kiedy to osoby z tamtej strony nawiązują kontakty.- powiedział krótko.- Tylko jakby to zrobić, żeby namówić je do komunikacji?- zastanawiał się na głos. Adrian – wokalista Subdigitals, oraz najstarszy z braci- oparł noge na nogę patrząc na swoich braci.
- Może kilka sekund nikogo nie zbawi. Zawsze może zrobić to któryś z nas.- zaproponował średni wiekowo syn Xaviera – Aleksander.
- Nie ma mowy. Nie będziemy was w to mieszać. Cieszcie się, że pozwoliłam wam siedzieć tutaj z nami.- powiedziała spokojnie Stefani. Chłopaki westchnęli. Najmłodszy syn- Bartek- wiedział, że będzie miał przez to problemy, ale zrobił to. Wziął lusterko do ręki i próbował skontaktować się z Karą, kiedy jego rodzice kłócili się z jego starszymi braćmi.
- Kara?- spytał niepewnie w myślach. Odpowiedziała mu cisza. Do czasu.

Perspektywa Kary:
Czekałam cierpliwie aż coś się wydarzy. Lia poszła zrobić coś do jedzenia a ja siedziałam i nie wiedziałam co robić. Białowłosa zdawała się zamyślona. Nie miałam nawet odwagi i to zapytać. Po chwili moje ciało zaświeciło się na biało.
- Kara?- usłyszałam.
- Bartek. Co ty… Co się dzieje?- zapytałam
- Chciałem się zapytać czy wiesz jak możemy Ci pomóc.. I wyciągnąć Cię stąd.- jego myśli zdawały się być gdzie indziej
- Nie wiem. Bardzo bym chciała.. Ale naprawdę nie wiem, przykro mi.
- Moi rodzice coś wymyślą. Nie martw się.
- Jest w porządku.- powiedziałam krótko. Po chwili połączenie się urwało. Nie wiedziałam co się stało.- Lia!- krzyknęłam wystraszona. Ona przebiegła do pokoju.
- Co jest?- było widać wiele emocji na jej twarzy.
- Bartek się ze mną kontaktował! Pytał się jak mogliby wyjąć mnie z lusterka.- byłam smutna.- najgorsze jest to, że kontakt się urwał. I nie wiem co się stało.
- Spokojnie. Nic złego nie mogło się stać.
- Mam taką nadzieję. Już nie mogę doczekać się kiedy Jade pójdzie spać.- usmiechnełam się nieznacznie.
——————————————————–
Leżał na ziemi nie przytomny. Leciała mu krew z nosa.
- Bartek! Mówiłam, żebyś nie dotykał tego lusterka!- mówiła wystraszona Stefani próbując obudzić swojego syna.
- Ugh..- ocknał się i spojrzał na rodziców.
- Nic Ci nie jest?-spytał Xavier
- Nie. Ale dowiedziałem się jak można ją wyciągnąć. W głowie słyszałem jeszcze drugi głos, który mówił „Lyoko”
—————————————————–
Hm… Trochę rozdział nie udany i mało wnoszacy do fabuły. Tylko częściowo coś było ciekawego.. Ale powiem, ze niedługo Kara wyjdzie z tego lusterka. Kolejny rozdział będzie tylko o śnie Jade. Następnie coś się wymyśli

 

134. Wizyta u Manuela

Dodano 6 sierpnia 2016, w Opowiadania, przez Kara

- Ej, wiecie co z Manuelem?- spytała Ksenia, kiedy każdy był na stołówce.
- Nic. Wiemy tylko tyle, że żyje.- odezwał się Odd ponuro. Każdy westchnął. Nie wiedzieli co robić.
- Możemy do niego wejść po szkole jak chcecie.- zaproponowała Jade.
- Myślisz, że wpuszczą nas na OIOM.- spytał z kpiną William
- Oczywiście, że tak. Mój ojciec pracuje jako lekarz w szpitalu.- powiedziała dumnie.- Ma się znajomości.
- No to dlaczego by nie.- powiedział Jeremie poprawiając okulary.- Może też czegoś się dowiemy.
- Ale czego ty chcesz się dowiadywać?! Przecież on nic nie wie!- krzyknął Odd, a Ulrich, który był cicho, złapał go za ramię, żeby go uspokoić.
- Może ona coś mu mówiła czy coś.- powiedziała Kasia chrząkając cicho. Odd uspokoił się i westchnął.
- Okej. Tylko na pięć minut.- przewrócił oczami. Wszyscy wyszli z pomieszczenia i ruszyli w stronę szpitala, w którym znajdował się chłopak
——————————————–
- I jak?- spytała Lia, kiedy długowłosa się obudziła.
- Zdążyłam się dowiedzieć tylko, że ma prowadzić jakieś „zniewolenia”, ale wybudziła sie..- szepnęła i spojrzała na czarno-biały obraz przedstawiający drzewo i drewnianą huśtawkę, który wisiał na ścianie na przeciwko Edwards.
- Wymyślimy coś. Nie przejmuj się.- uśmiechnęła się przyjaźnie.
- Jednakże, wolałabym… Sama sobie z tym poradzić.- uśmiechnęła się nieznacznie i oparła głowę na oparciu kanapy.
- Dobrze, nie naciskam, ale jakbyś potrzebowała pomocy to..
- Zawsze mogę na Ciebie liczyć. Tak wiem Lia i dziękuję Ci za to.- zaśmiała sie i spojrzała na zegarek. Za pięć godzin, po drugiej stronie lusterka powinna być już noc. Otóż czas po tej stronie lusterka leci szybciej niż po tamtej. Więc one już będą mieli nowy dzień, kiedy wojownicy będą już szli spać. Wtedy Kara znowu wkroczy do akcji. Uratuje tych ludzi, nawet jeśli są tylko wymysłem Jade.
——————————————————–
Weszli do białego budynku w czerwone pasy. Jade podeszła pewnym krokiem do recepcji.
- Czy można wiedzieć, na której sali leży Manuel Carter?- spytała słodko. Tęga kobieta spojrzała na nią spod kocich okularów dziwnym wzrokiem, po czym zaczęła przeglądać kartki.
- OIOM sala 79. Narazie jest na badaniach tam.- wskazała palcem w odległy kąt, gdzie znajdowały się drzwi.
- Czyli możemy do niego wejść potem?- spytała niepewnie Kasia. Kobieta tylko pokiwała głową.
- A teraz odejdzcie. Zajmujecie kolejkę.- warknęła. Posłuchali jej. Usiedli w poczekalni na krzesłach i cierpliwie czekali na powrót kolegi do sali. Nie trwało to długo, ponieważ po jakichś 10 minutach wyszedł ze sali. Szybko ich zauważył i podszedł do nich, a za nim podążał pewnie lekarz prowadzący.
- Co tutaj chcecie?- spytał uprzejmie.
- Chcemy porozmawiać. Masz chwilę?- spytał Ulrich. Manuel wzruszył ramionami.
- Nie mam nic do stracenia, a może czegoś się dowiem.- chciał usiąść ale Kasia go powstrzymała.
- Chodźmy tam.- pokazała na OIOM
- Nie wpuszczą was.- powiedział ponuro.
- Mamy pozwolenie.- odezwała się Jade że swoim uśmieszkiem.
- Skoro tak mówicie. Chodźcie.- zaprowadził ich do swojego pokoju
—————————————————–
- Jesteś zdenerwowany. O co chodzi?- spytała Stefani, która niedawno przyszła do fabryki, poproszona o to przez męża.
- Muszę Ci coś powiedzieć. To jest ważne.- powiedział poważnie.
- Znalazłeś sobie inną żonę?- prychnęła zabawnie z figlarskim uśmiechem.
- Nie.. To nie pora na takie żarty. Ta Lia.. Która jest zamknięta w Lyoko nie jest twoją siostrą. To tylko jej ciało. Kara też nie jest teraz sobą. Obydwie są w tym lusterku. Prawdziwe one.- odezwał się wpatrując w żonę, której wyraz twarzy był nieodgadniony.
- Lia..- szepnęła niesłyszalnie i próbowała nie wybuchnąć płaczem. Xavier podszedł do niej i objął ją ramieniem. Rozpłakała się. Już sama nie wiedziała czy ze smutku czy szczęścia.
—————————————————–

Hej! Dawno nie było rozdziału, ale teraz wstawiam. Przyznaje się, że brak weny i bardzo duży leń mnie złapał, ale teraz postaram się w miarę moich możliwości dodawać rozdziały REGULARNIE.